fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Haszczyński: Pieczenie Trumpa w sosie saudyjskim

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Prezydent USA bardzo potrzebuje sukcesów. Na scenie krajowej będzie o nie coraz trudniej, bo politycy amerykańscy są skupieni na ocenie legalności działań ekipy prezydenta. Pozostaje scena międzynarodowa.

Na niej Trump największe nadzieje wiąże z Bliskim Wschodem, co widać po tym, jak zaplanował swoją pierwszą podróż zagraniczną w roli prezydenta. Zaczął ją nie od Zachodu, nie od Europy, nie od sojuszników z NATO. Również nie – co po kremlofilskich wypowiedziach z kampanii wyborczej napawa ulgą – od spotkania z Władimirem Putinem, na przykład na Islandii. Pierwsza była Arabia Saudyjska. Następni w kolejce to Izrael i Autonomia Palestyńska.

Trump chce upiec kilka pieczeni na jednym bliskowschodnim ogniu. Zwalczyć terroryzm islamski. Zaprowadzić pokój między Izraelczykami i Palestyńczykami. I zarobić dla Ameryki setki miliardów dolarów.

Główny sponsor tego przedsięwzięcia to monarchia saudyjska, która kupi niewyobrażalne ilości broni z USA. Główną ofiarą – poza oczywiście dżihadystami i ekstremistami islamskimi, których nikt nie będzie żałował – ma być Iran. Bo tak sobie życzy jego śmiertelny wróg Arabia Saudyjska, a mile widziane jest to także w ważnym dla wyborców Trumpa Izraelu.

Ponowna izolacja Iranu, którą Trump chciałby najwyraźniej narzucić swoim sojusznikom, to najsłabsza strona tej rozgrywki. Co prawda w kraju tym znaczącą rolę odgrywają antyzachodni ajatollahowie, wspierający skrajne organizacje zagrażające Izraelowi, ale wybory prezydenckie sprzed kilku dni pokazały, że jest w nim wielka potrzeba otwarcia na świat. Na dodatek to nie irańska ideologia szyicka popycha do zamachów terrorystycznych w Europie czy USA, lecz ekstremizm sunnicki, którego jedną z ojczyzn jest Arabia Saudyjska.

Ułatwić rozgrywkę może natomiast demonstracyjne podkreślanie, że Ameryka nie będzie udzielała muzułmanom lekcji i narzucała swojego stylu życia. To niektórych oburza, że Trump tak cynicznie patrzy przez palce na despotów. Warto jednak pamiętać, co wynikło z narzucania amerykańskiego stylu życia – metodami militarnymi, jak w Iraku czy apelami o demokrację w Libii czy Syrii. Europejczycy powinni sobie zadać pytanie, dlaczego sami stracili zapał do szerzenia praw człowieka w państwach muzułmańskich. Ja go bowiem nie widzę. ©?Trump tworzy historię >A8

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA