fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nowe technologie

Producenci tanich smartfonów nie mają przyszłości

Yanmin Wang, szef Huawei Device na region Europy Środkowo-Wschodniej i Skandynawii
materiały prasowe
- Mierzymy wysoko. Dogonienie Samsunga zajmie nam niecałe dwa lata — mówi „Rz” Yanmin Wang, szef Huawei Device na region Europy Środkowo-Wschodniej i Skandynawii

Prezentując model P9 robiliście coś, co inne firmy wykorzystują rzadko — bezpośrednio porównywaliście się do konkurencji.

Apple jest punktem odniesienia dla całego przemysłu. Nasza filozofia i nasza strategia są takie, że musimy mierzyć wysoko, dostarczyć użytkownikowi jak najlepszego produktu. Dlatego często porównujemy się — mierzymy — z Apple. Samsung to za mało. W północnej i zachodniej Europie to Apple jest liderem. W Europie Środkowej króluje Samsung.

Wiemy jakie kroki musimy podjąć, aby rzucić wyzwanie tym markom. Chcielibyśmy, aby wzrosła świadomość marki Huawei. Chcielibyśmy, aby była postrzegana jako marka premium. Ile nam zajmie dogonienie Samsunga? Myślę, że dwa lata to dla nas nawet za długo.

Czy temu właśnie ma służyć współpraca z tak legendarną marką jak Leica?

Z Leicą wspólnie projektowaliśmy aparat, soczewki oraz oprogramowanie. Współpracujemy z nimi na każdym etapie projektowania i produkcji aparatu w celu uzyskania jak najdoskonalszego efektu końcowego. Leica udziela nam również licencji na wykorzystywanie ich logo na obudowie. Ale aby to było możliwe musimy spełniać dość rygorystyczne standardy.

Chcielibyście się pozycjonować jako marka premium. Skąd ten pomysł w firmie, która dotąd była bezpieczna jako producent całkiem solidnych, ale też niezbyt emocjonujących urządzeń?

Jest kilka powodów. Według naszych standardów premium nie oznacza automatycznie wysokiej ceny. Premium oznacza doskonałą jakość i wzornictwo. Spełnienie wymagań użytkowników. Nie chcemy, aby klienci przepłacali za produkty z logo Huawei. Wydaje mi się, że kilka innych marek jest trochę przeszacowanych — klienci płacą za te urządzenia za dużo. Stawiamy na wartość — premium dla Huawei oznacza trochę co innego, niż dotąd oznaczało na rynku.

Z drugiej strony uważamy, że firmy, które produkują tylko tanie telefony nie mają żadnej przyszłości na rynku. Musimy mieć urządzenia wyższej jakości.

Co w takim razie oznacza dla was bycie marką premium? Jak chcecie się odróżnić od wielu innych chińskich firm sprzedających telefony?

Chcemy zapewniać pełny zakres usług — dostarczać pełne doświadczenie dla użytkownika. Weźmy taką Teslę (producent elektrycznych samochodów — przyp. red.). Tesla to nie jest tylko firma rynku motoryzacyjnego. Działa na wyobraźnię. Aby być firmą premium musimy mieć własną historię, własną narrację do opowiedzenia. Musimy mieć dobrą rozpoznawalność i dobre kontakty z dziennikarzami i osobami kształtującymi opinię publiczną. Poprawiliśmy sposób komunikacji — poprosiliśmy m.in. o pomoc Roberta Lewandowskiego. Chcemy też prowadzić dialog z mediami i pojedynczymi użytkownikami.

Współpracujemy ze kluczowymi operatorami telekomunikacyjnymi i z najważniejszymi sieciami handlowymi. To dzięki temu możliwe jest skrócenie dystansu między dostawcą i końcowym odbiorcą.

Cześć tej strategii to również ceny. Ile będzie kosztował nowy model?

Ceny w Polsce nie są jeszcze zdecydowane, nie wiemy jeszcze jaka będzie ostateczna data premiery. Chcemy, aby w Polsce odbyło się to pod koniec kwietnia. Ceny będą się kształtować między 500 a 600 euro — mówmy tu o euro, na razie nie o złotówkach — za podstawowy model. Telefony będą dostępne u wszystkich operatorów. Proszę zwrócić uwagę, że to niższa cena niż za smartfony konkurencji.

Jak poradzicie sobie z innymi chińskimi firmami — waszą bezpośrednią konkurencją, jak Xiaomi?

Jesteśmy zupełnie inni. To firma koncentrująca się na urządzeniach klasy niższej i średniej. Mają inne zasady, inny horyzont. Wywodzą się z handlu online, my zawsze byliśmy firmą telekomunikacyjną. Mamy inne spojrzenie i inne doświadczenia. Jesteśmy zorientowani na produkt, inwestujemy w technologie, mamy kompetencje i mamy ludzi — najlepszych inżynierów.

Pokazaliście również interesujący smartwatch — połączenie opaski na nadgarstek i zestawu słuchawkowego. Jak pana zdaniem będzie się rozwijał segment takich urządzeń?

Urządzenia wearables to jeszcze bardzo świeży rynek. Wymaga czasu. Musimy edukować klientów i liderów opinii, że jest to coś przydatnego, użytecznego w codziennym życiu. Ludzie nie są przyzwyczajeni do takich urządzeń. Trzeba je konfigurować, codziennie ładować — potrzebny jest dodatkowy kabelek. Dlatego celujemy oczko wyżej — nie chcielibyśmy sprzedawać smartwatchy w zwykłych sklepach. To rodzaj biżuterii i tak powinien być traktowany.

Na pańskim ręku widzę zegarek, który wcale nie wygląda na smartwatcha...

Nie, ja sam jestem zwolennikiem tradycyjnych zegarków mechanicznych. Lubię klasyczne, normalne czasomierze.

—notował Piotr Kościelniak

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA