fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Uwaga na bagaż podręczny

AdobeStock
Linie lotnicze szukają gdzie tylko się da dodatkowych źródeł dochodów. Wprawdzie to przewoźnicy niskokosztowi wyspecjalizowali się w wyciskaniu z pasażerów opłat, linie tradycyjnie też zrobiły się bardziej restrykcyjne.

W low costach zasady są jasne : płacisz za to, z czego korzystasz. Trzeba tylko uważać, bo często się zmieniają, zawsze „ dla dobra ", albo „ na wniosek" pasażerów. I z reguły jest coraz mniej korzystnie.

W liniach tradycyjnych pasażerowie są coraz bardziej niepewni, co jest za darmo, a z czym mogą mieć kłopot. Te kłopoty rosną podczas przesiadek, kiedy zmieniamy linie lotnicze.

A w liniach tradycyjnych wyraźnie widać, że obostrzenia są coraz większe. W zasadzie w klasie ekonomicznej, która podróżuje większość pasażerów można przewieźć małą walizeczkę o wymiarach 55x40x23 cm i ważącą 8 kg. Taki bagaż mieści się spokojnie w schowku nad głowami pasażerów, a jeśli zabraknie tam dla niego miejsca, to np. w Embraerach bez większych problemów upchnie się pod fotelem z przodu. Do tego panowie mają prawo wziąć na pokład laptop, a panie torebkę. Ostrzejsze warunki ma Emirates, gdzie bagaż nie może ważyć więcej, niż 7 kg, a jego wymiary, to 55x40x20 . Z kolei w British Airways wymiary są nieco większe : 56x45x20. Wszystko to jest jednak teoretyczne, ponieważ przed wejściem na pokład pracownicy firmy handlingowej, którzy wpuszczają pasażerów na pokład zaczynają dokładnie oglądać co który pasażer ma ze sobą. Najbardziej przejrzyste zasady są chyba w Air France. Jeśli odlatujemy z Paryża, cały bagaż podręczny jest układany na wadze i jeśli waży nawet minimalnie (np. pół kilo) więcej, nie ma problemu. W siostrzanej KLM niby jest tak samo, ale już nie jest to takie proste. Bo pani chodzi z wagą, przygląda się, ocenia i waży. Potem ocenia jeszcze raz. Państwo z polskiego LS najczęściej oceniają torby „na oko" i albo tylko omiatają je wzrokiem, albo ucinając jakąkolwiek dyskusję, nadają je na bagaż. Warto wtedy jednak zapytać, jaką gwarancję daje, że tak podróżujący laptop nie zostanie uszkodzony, a biżuteria, bądź aparat fotograficzny jakie mamy ewentualnie w torbie podręcznej, będzie tam nadal na lotnisku docelowym. I nawet jeśli podróżujemy klasą ekonomiczną ważne jest również taryfa. Eco light, czy eco classic może, zależnie od przewoźnika oznaczać poważne ograniczenia. Do obowiązku zapłacenia 50 euro za nadaną tuż przed odlotem torbą podręczną włącznie.

No dobrze, a co w takim razie z zakupami ze sklepów wolnocłowych ? Tutaj też zasady się różnią nawet wśród linii należących do tej samej grupy. W Brussels Airlines, która należy o Grupy Lufthansy za dodatkowy bagaż podręczny uważana jest butelka wina, czy paczka słynnych belgijskich wafelków kupionych w brukselskim duty free. Zarząd portu Zaaventem w stolicy Belgii powinien się uważnie przyjrzeć praktykom największego przewoźnika, bo w konsekwencji spowodują spadek obrotów w lotniskowych sklepach, a to od nich głównie są uzależnione przychody zarządzających lotniskami.

Zależnie od humoru pracowników obsługi wpuszczających na pokład samolotów Lufthansy butelka koniaku może być bagażem dodatkowym i jest z tym problem, albo nikt nie zwróci na nią uwagi. Ale znane są przypadki, kiedy pod presją oczekujących za nimi w kolejce , pasażerowie zostawiali na lotnisku torebki ze sklepów lotniskowych. W LOT zakupy z duty free nie są uznawane za bagaż dodatkowy, można go spokojnie wnieść na pokład. Podobniej jest w szwajcarskich liniach Swiss, gdzie podczas odprawy biletowo-bagażowej pracownicy ze śmiechem zapewniają, że podczas boardingu nie będzie konieczności wypicia butelki ginu kupionego w sklepie wolnocłowym, bo zakupy z duty free nie wchodzą w limit bagażu podręcznego, nawet przy najtańszych taryfach. Tak samo jest w British Airways i to do tego stopnia, że blogerzy publikujący porady dla często podróżujących namawiają, aby nie wyrzucać toreb ze sklepów wolnocłowych i wykorzystywać je potem, jeśli wagowo nie mieścimy się w limicie. Tyle, że te  sposoby sprawdzają się na krótką metę.

W każdym razie zawsze przy odprawie warto się zapytać co ostatecznie możemy wnieść na pokład. Najczęściej jest tak, że osoby, które wydają nam karty pokładowe są potem przy boardingu, w przypadku jakichś nieporozumień można się wtedy powołać na ich własną informację.

Dlaczego w takim razie przewoźnicy nagle zaczęli się srożyć i ograniczać bagaż, jaki możemy wnosić na pokład ? Bo szukają dodatkowych pieniędzy, ale przede wszystkim dlatego, że jego upychanie trwa, wydłuża się więc czas wchodzenia pasażerów na pokład i przygotowanie kabiny do odlotu. Personel pokładowy Air France i KLM jest niesłychanie pomocny i innowacyjny, kiedy trzeba gdzieś upchnąć torbę, czy płaszcz. Nie wszędzie tak jest.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA