fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Impact17

Ekosystem sprzyjający narodzinom jednorożca

Fotolia
Na liście największych startupów na świecie wciąż nie ma tych znad Wisły. W Polsce dopiero powstają warunki do budowy takich innowacyjnych firm.

Na świecie jest 91 startupów, zlokalizowanych poza USA, których wycena przekracza 1 mld dol. (tzw. jednorożce) – wynika z najnowszych danych firmy analitycznej CBInsights. Próżno na tej liście szukać jednak tych z naszego kraju.

Pierwszą piątkę zdominowały spółki chińskie. Wśród jednorożców są nawet reprezentanci Argentyny, Kolumbii, Czech czy Nigerii. Zdaniem ekspertów w najbliższych latach doczekamy się jednak rodzimej reprezentacji w globalnym klubie jednorożców. W Polsce trwa budowa ekosystemu, który ma sprzyjać budowie i ekspansji zagranicznej startupów.

Czekając na miliard

Globalny klub jednorożców (z ang. unicorn) liczy obecnie 189 młodych i innowacyjnych firm. Jak podaje CBInsights, łącznie ich wartość sięga niemal 660 mld dol. (ok. 2,5 bln zł), z czego lwią część (53 proc.) stanowią jednak podmioty amerykańskie. Firma analityczna szacuje, że połowa tzw. unicornów pochodzi właśnie z USA (98 firm). Na znaczeniu zyskują jednak startupy z innych części świata. Jeszcze w 2013 r. stanowiły one zaledwie 27 proc. wszystkich startupów, dołączających do grona jednorożców. Dziś to już 73 proc. takich firm. Od początku br. do grona unicornów dołączyło 11 podmiotów, z czego aż osiem spoza USA. Wśród nich były m.in. szwajcarski Avaloq Group, ReNew Power Ventures z Indii i chińskie: Toutiao i Ofo.

To właśnie Chiny są drugim po Stanach Zjednoczonych krajem, który zdominował listę startupów wycenianych powyżej 1 mld dol. Takich firm działa już 46. Nie biorąc pod uwagę firm amerykańskich, aż pięć startupów z Chin jest na czele listy pod względem wartości (liderem jest Xiaomi).

Liczba państw, które wypuściły na rynek swojego jednorożca, stale się jednak powiększa. Na przykład Indie mają dziewięć takich podmiotów, Wlk. Brytania – osiem, a Szwecja – dwa. Polska wciąż czeka na swojego reprezentanta. Przybywa jednak rodzimych startupów, które aspirują do tego grona. Najbliżej celu są m.in. LiveChat i Medicalgorithmics, a w dalszej kolejności np. Brand24, Estimote, DocPlanner, Audioteka czy Brainly.

Mimo że przykładów międzynarodowych sukcesów rodzimych startupów przybywa, to wciąż obecność polskich innowatorów za granicą jest raczej symboliczna. Z badań przeprowadzonych przez fundację Startup Poland wynika, że prawie 80 proc. rodzimych startupów działa tylko w kraju lub eksportuje w nieznacznym stopniu (26 proc. firm przyznaje, że eksport stanowi mniej niż połowę ich przychodów). Według Tomasza Czechowicza, prezesa MCI Capital, dzieje się tak, ponieważ polscy przedsiębiorcy – w odróżnieniu od tych czeskich czy estońskich – zadowalają się obecnością wyłącznie na rodzimym rynku, który daje złudzenie dużego. Poza tym wciąż brakuje u nas spektakularnych inwestycji w startupy ze strony funduszy venture capital. Nakłady tego typu są w naszym kraju średnio kilkudziesięciokrotnie niższe niż w Wlk. Brytanii.

Rafał Plutecki, szef Google Campus Warsaw, przekonuje, że w efekcie często brakuje pieniędzy na dynamiczny rozwój młodych, innowacyjnych firm na arenie międzynarodowej. – W Polsce jest zdecydowanie zbyt mało startupów, które przechodzą do etapu skalowania – dodaje.

Jednocześnie Polska ma olbrzymi potencjał w postaci informatyków. – Należą oni, obok tych z Chin i Rosji, do najlepszych na świecie. Do tego absolwentów kierunków z branży IT w naszym regionie Europy jest więcej niż w USA – mówi Jadwiga Emilewicz, wiceminister rozwoju.

Wzorem USA i Izraela

Dla sukcesu rodzimych startupów kluczowa jest jednak budowa odpowiedniego ekosystemu. Prostej recepty i jednego zestawu działań możliwych do skopiowania w Polsce nie ma. Każdy kraj szedł nieco inną drogą, w zależności od specyficznych warunków i potrzeb. Ale z każdego możemy zaczerpnąć to, co najlepsze. Jak tłumaczył nam Cezary Wójcik, profesor Kolegium Gospodarki Światowej w SGH w Warszawie, USA są np. mistrzem, jeśli chodzi o komercjalizację wyników badań.

– To efekt różnych czynników. Ale niezwykle ważne jest, że w Stanach ośrodki akademickie i naukowe tworzą bardzo silne powiązania z sektorem prywatnym – zaznacza.

W naszym kraju te relacje do tej pory praktycznie nie istniały. – Polskie uczelnie przechodzą dziś głęboką reformę, a jednym z jej filarów jest właśnie budowa pomostów między nauką a biznesem – podkreśla Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki.

Ale część liderów innowacji, jak Finalndia czy Tajwan, osiągnęło globalne sukcesy dzięki mocnemu zaangażowaniu rządów i wysokim nakładom na wsparcie startupów. Przykładem jest Izrael, który jeszcze w latach 50. był krajem rolniczym. W ramach budowy rynku kapitałowego w latach 90. wprowadzono program, który zakładał stworzenie sieci inkubatorów technologicznych. W latach 1991–2012 rząd zainwestował w 1,7 tys. projektów 650 mln dol., a kolejne 3,5 mld dol. dołożył sektor prywatny.

W Polsce takie sprzyjające warunki do rozwoju innowacyjnego biznesu dopiero powstają. Od stycznia br. obowiązuje nowa ustawa o innowacyjności, a kolejna projektowana jest już w resorcie nauki. Pieniędzy na rozwój innowacji również nie powinno brakować. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz grupa Polskiego Funduszu Rozwoju mają potężne budżety na wsparcie startupów. We wtorek PFR uruchomił Starter – pierwszy program kierowany do rynku VC. To część największej w Europie Środkowo-Wschodniej platformy funduszu funduszy o wartości ponad 2,2 mld zł.

– To otworzy polskim startupom szanse rozwojowe na zbudowanie silnych marek nie tylko lokalnych, ale też globalnych – podkreśla wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki.

Artykuł powstał z okazji zbliżającego się II Kongresu Impact'17, który od 31.05 do 1.06 odbędzie się w Krakowie. www.impactcee.com

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA