fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Giełda

#PROSTOzPARKIETU: Grzegorz Ogonek:Wynik wyborów w USA ważniejszy niż referendum w sprawie Brexitu

rzeczpospolita.tv
Gościem wtorkowego programu #PROSTOzPARKIETU był Grzegorz Ogonek, analityk X – Trade Brokers, z którym rozmawialiśmy o wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.

Dlaczego te wybory w Stanach Zjednoczonych tak bardzo podziałały na wyobraźnię inwestorów?

Mieliśmy do czynienia z wyjątkową sytuacją w historii Stanów Zjednoczonych. Kandydat republikanów, czyli Donald Trump, był bowiem wielką niewiadomą w kwestiach gospodarczych. Duża część jego kampanii skupiała się na tym, aby po prostu błyszczeć i zaskakiwać. Tymczasem rynki nie lubią zaskoczeń i niepewności. O ile więc w przeszłości rynki preferowały kandydata republikańskiego, tak tym razem to Hillary Clinton okazała się tą osobą, którą inwestorzy najchętniej widzieliby w fotelu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wszystko dlatego, że dla rynków jest mniejszym złem.

W przeszłości, owszem, wybory dla inwestorów były bardzo ważne, ale nie aż tak jak teraz. W ostatnich tygodniach rynki poruszały się zgodnie z prognozami wyborczymi...

W taką fazę rynki weszły jednak stosunkowo niedawno. Wcześniej inwestorzy żyli jednak w błogim przeświadczeniu, że Hillary Clinton będzie miała łatwy spacer do Białego Domu. Jej przewaga może nie była kolosalna, ale jednak dawała pewne poczucie spokoju. Do tego debaty prezydenckie właściwie nie wniosły niczego nowego. Trump nie był w stanie w znaczący sposób zaskoczyć Clinton. W efekcie po ostatniej debacie mieliśmy stan całkowitego ukojenia na rynku. Zyskiwał dolar, amerykańskie akcje drożały. Kiedy jednak pojawił się temat maili Clinton, w który zaangażowane było FBI, okazało się, że sondaże nie są już tak jednoznaczne. Stąd też na rynkach pojawił się niepokój.

Patrząc jednak na ostatnie sesje wydaje się, że ten niepokój szybko ustąpił.

Zgadza się. Można nawet powiedzieć, że rynki nigdy tak na dobrą sprawę nie straciły wiary w zwycięstwo Clinton.

Czy to co obserwowaliśmy w ostatnich tygodniach można porównać do tego, co działo się przed głosowaniem w sprawie Brexitu?

Natura i skala oddziaływania tych dwóch wydarzeń jest jednak nieco inna. Rynki mając na uwadze to co wydarzyło się w czerwcu nieco inaczej podchodziły do kwestii niepewności. To tłumaczy m.in. kilkuprocentowy spadek indeksu S&P500 w pewnym momencie. Pokazuje to, że inwestorzy mieli w pamięci doświadczenia z głosowania w sprawie Brexitu i bali się negatywnego zaskoczenia. Poza tym wydaje się, że wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych mają wyższą rangę niż głosowanie w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Wszystko dlatego, że ostateczny wynik wyborów będzie miał wpływ nie tylko na politykę gospodarczą. To także kwestia wszystkich relacji międzynarodowych.

Załóżmy, że wybory wygrywa Donald Trump. Co może się wydarzyć na rynku? Czy będzie to porównywalne do tego co działo się po decyzji o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej?

Wydaje mi się to bardzo prawdopodobne. Jaka może być długoterminowa reakcja to już jest inna sprawa. Proszę bowiem zwrócić uwagę, że Trump w ostatnim czasie podważył nawet kompetencje Janet Yellen, która przez rynki traktowana jest, jak dobra ciocia, która w obliczu wielu wyzwań była w stanie odsunąć w czasie perspektywę podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Stąd też zwycięstwo Trumpa na pewno byłoby dużym ciosem, który jest w stanie wywołać duże zamieszanie w pierwszych dniach, takie jak wyniki głosowania w Wielkiej Brytanii, ale także i w dłuższym okresie.

Patrząc z perspektywy czasu tzw. Brexit okazał się jednak dobrą okazją inwestycyjną.

Zgadza się. Sam wynik głosowania w sprawie Brexitu był szokiem, natomiast na razie okazuje się, że nie ma on wielkiego przełożenia na realną gospodarkę. W przypadku Stanów Zjednoczonych zwycięstwo Trumpa nie tylko może spowodować wstrząs na rynkach, ale mieć także wpływ na gospodarkę.

Czas na drugi scenariusz: wybory wygrywa Hillary Clinton. Co to oznacza dla inwestorów?

Na pewno łatwiej jest powiedzieć, dokąd mogłyby dojść rynki w przypadku wygranej Clinton. Tak jak bowiem wspomniałem, mieliśmy już na rynku błogi spokój, który wiązał się z założeniem, że to właśnie Clinton wygrywa wybory. W tym okresie para EUR/USD była na poziomie 1,09, indeksy giełdowe były na wyższych poziomach. To wydaje się być więc naturalnym poziomem odniesienia. Gdyby faktycznie okazało się, że wybory wygrywa jednak Trump ciężko jest znaleźć do tego punkt odniesienia. Na rynkach ani przez moment jego zwycięstwo nie było bowiem dyskontowane.

W tym roku czeka nas jeszcze co najmniej jedno ważne wydarzenie, czyli decyzja Rezerwy Federalnej w sprawie stóp procentowych. Czy przypadkiem nie będzie tak, że inwestorzy szybko zapomną o wyniku wyborów i zaczną żyć tym co zrobi Fed?

Paradoksalnie to zależy od wyniku samych wyborów. Przy założeniu, że wygrywa je Clinton mamy do czynienia ze status quo. Oznacza to, że faktycznie uwagę inwestorów znów będzie przykuwała Rezerwa Federalna, jej komunikaty i nastawienie odnośnie do ewentualnej podwyżki stóp procentowych. Jeżeli jednak wygra Trump tak naprawdę wszyscy zapomną o grudniu. Byłoby to tak duże wydarzenie, które prawdopodobnie zgasiłoby zapał Rezerwy Federalnej do podnoszenia stóp w tym roku.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA