fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Podatek od deszczu obejmie domy jednorodzinne, wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe

Adobe Stock
Rząd chce głębiej sięgnąć do kieszeni Polaków, by mieć pieniądze na walkę z suszą.

Tysiące właścicieli nieruchomości zapłaci podatek od deszczu. Dziś robią to nieliczni, głównie centra handlowe. To jeden ze sposobów rządu na walkę z suszą. Związek Miast Polskich (ZMP) oraz Unia Metropolii Polskich apeluje do rządu o wycofanie się z tej propozycji, bo danina uderzy mieszkańców po kieszeni oraz wydrenuje i tak już puste budżety samorządów.

Walka z betonozą

Chodzi o projekt specustawy antysuszowej. Wprowadza on zmiany w opłacie za zmniejszenie naturalnej retencji terenu poprzez jego zabudowanie, czyli tzw. podatek od deszczu. Nalicza się go od powierzchni obiektów lub nieruchomości uniemożliwiających wchłanianie deszczówki przez ziemię, czyli od tarasów, dachów budynków, kostki brukowej na działce etc.

Dziś podatek płacą właściciele nieruchomości powyżej 3500 mkw., którzy wyłączyli z powierzchni biologicznie czynnej (zabudowali) ponad 70 proc. nieruchomości, a tych jest niewielu, głównie centra handlowe z dużymi parkingami na świeżym powietrzu.

Czytaj także:

Specustawa rozszerza podatek na znacznie mniejsze nieruchomości – już od 600 mkw., na których jest lub powstanie zabudowa wyłączająca ponad 50 procent powierzchni biologicznie czynnej. Tak rząd chce walczyć z powszechną betonozą i zmusić właścicieli, by odprowadzać deszczówkę.

Poborem podatku zajmują się samorządy. Dziś 20 procent (po zmianach 25 proc.) zostaje w ich kasach, ale pieniądze muszą przeznaczyć na retencje. Resztę zabierają Wody Polskie.

Gra warta świeczki?

Samorządowcy uważają, że nie tędy droga. – Dobrze, że rząd chce walczyć z suszą, ale niech nie robi tego w najgorszy z możliwych sposobów, czyli kolejnym podatkiem – uważa Marek Wójcik ze ZMP. – Obejmie on tysiące właścicieli domów jednorodzinnych, wspólnot, spółdzielni mieszkaniowych. I uderzy głównie w mieszkańców nowych osiedli, gdzie deweloperzy zabudowali i wybrukowali każdy skrawek ziemi. Dotknie szkoły czy szpitale. Samorządy będą musiały zinwentaryzować działki i wyliczyć podatek. Wymaga to gigantycznego nakładu pracy i środków. Trzeba będzie rozbudować kanalizację deszczową, by właściciele nieruchomości mogli odprowadzać wody opadowe. To olbrzymie nakłady – wylicza Marek Wójcik.

Okazuje się, że wiele działek jest w 100 procentach zabudowanych. – Przed laty wiele dawnych bloków państwowych wydzielano po obrysie. Nie mają ani skrawka gruntu, na którym mogłyby zrobić retencję i dzięki temu mniej płacić. Nie są temu winne, czemu mają odpowiadać za cudze błędy sprzed lat? – pyta Grzegorz Abramek, wiceprezes Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych w Warszawie.

Ile wyniesie danina? Projekt podzielił właścicieli na trzy grupy – w zależności od tego, czy i w jakim stopniu magazynuje się deszczówkę, np. w przeznaczonej do tego beczce. Najmniej opłata wyniesie rocznie 45 gr za mkw., najwięcej 1,50 złotego. Według szacunków rządu przychody z tego tytułu wyniosą rocznie maksymalnie 180 mln złotych.

Swoje wyliczenia przedstawia też ZMP. – W wypadku działki o powierzchni 6 arów zabudowanej domem jednorodzinnym z garażem dwustanowiskowym oraz drogą dojazdową na 3,5 ara podatek wyniesie rocznie 900 złotyych, chyba że właściciel zadba o retencję, czyli zgromadzi przez rok 250 dużych beczek deszczówki. W wypadku szkoły z boiskami, placem zabaw i parkingiem może to być już 90 tys. złotych rocznie. Szacujemy, że każdy mieszkaniec wspólnoty czy spółdzielca w zależności od wielkości nieruchomości miesięcznie w czynszu może zapłacić od 10 do 70 złotych – twierdzi Marek Wójcik.

A może ogrody?

Eksperci krytycznie oceniają też pomysł objęcia podatkiem od deszczu mniejszych nieruchomości. – Taką daninę uważam za zbędną, kolejny przykład szukania pieniędzy przez państwo w kieszeni obywateli. Liczba płatników wzrośnie kilkunastokrotnie. Nie sądzę, by pomogła w walce z suszą. Tu trzeba rozwiązań systemowych – uważa Paweł Zimiński, adwokat, partner zarządzający Kancelarii Prawnej RK Legal.

Podobnie mówi Szymon Rosiak, prezes Legionowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – To nie spółdzielnia zapłaci, tylko mieszkańcy. Mamy 9 tysięcy członków, z czego 6 tysięcy w wieku emerytalnym. Dla nich każda złotówka się liczy. Przez pandemię koszty poszybowały w górę, o czym jakoś rząd zapomina – mówi Szymon Rosiak.

– Dlaczego ministerstwo nie opracuje programu, dzięki któremu spółdzielnie i wspólnoty dostaną dotacje na ogrody deszczowe, w których sadzi się gatunki roślin zatrzymujące wodę na specjalnie przygotowanym terenie? Rośliny zatrzymywałyby wody opadowe, a przy okazji pięknie wyglądały. Można też rozważyć wprowadzenie programu, dzięki któremu spółdzielnie i wspólnoty mogłyby zakładać duże zbiorniki retencyjne. Program Moja Woda nie dotyczy dużych zbiorników retencyjnych kosztujących setki tysięcy – mówi Dariusz Śmierzyński, prezes Spółdzelni Mieszkaniowej Ruda w Warszawie.

Etap legislacyjny: konsultacje

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA