fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Czy pieniądze z banków trafią na giełdę

Adobe Stock
Na razie panuje niepewność, ale już widać wzrost zainteresowania akcjami. W obliczu słabego oprocentowania depozytów chciwość da o sobie znać.

Realne oprocentowanie lokat w bankach jeszcze długo będzie ujemne. Czy skłoni to klientów do przeniesienia części oszczędności na rynek kapitałowy? Pandemia koronawirusa, strach i poszukiwanie płynności spowodowały, że w Polsce w samym marcu wypłynęło z TFI ponad 20 mld zł netto, głównie z funduszy dłużnych. Przedstawiciele TFI informują, że w kwietniu nastąpiła stabilizacja, a nawet zdarzało się, że pieniędzy przybywało także w funduszach akcyjnych.

Czy w kolejnych miesiącach górę weźmie niepewność? W obliczu obaw o spadek dochodów czy utratę pracy klienci będą być może woleli bezpieczne rozwiązania, takie jak depozyty. – Chciwość będzie podnosić głowę wraz z ustępującym strachem i niepewnością związanymi z przebiegiem pandemii – mówi Rafał Madej z PKO BP. Dodaje, że banki są nadpłynne, zalewa je fala depozytów i tną ich oprocentowanie, walcząc o poprawę marży odsetkowej, a poza tym kierują się w stronę innych źródeł przychodów, głównie prowizyjnych. – Klienci utrzymują przeważnie oszczędności w formie depozytów, coraz częściej na nieoprocentowanych rachunkach bieżących. Z czasem, w obliczu „dezintegracji" ofert depozytów terminowych, zaczną szukać alternatyw – uważa Madej. Dlatego nastąpi strukturalna zmiana zachowań. – Klienci będą poszukiwać rozwiązań skutecznie chroniących kapitał przed inflacją, co w praktyce będzie oznaczało oswajanie się z ryzykiem i udziałem akcji, a także rewizją horyzontu inwestycyjnego.

– W kolejnych kwartałach, a nawet latach, oprocentowanie depozytów bankowych będzie na symbolicznym poziomie. W takiej sytuacji dobrą alternatywą jest rynek kapitałowy. Choć zmienny i obarczony ryzykiem, w wieloletniej perspektywie wygrywa z innymi formami oszczędzania. Klienci z nadwyżkami, których w niewielkim stopniu dotknie pogorszenie gospodarcze, powinni być bardziej skłonni do inwestycji na rynkach finansowych. Po prostu nie będzie alternatywy – uważa Marek Piotrowski, dyrektor departamentu inwestycji mBanku.

Zwykle apetyt na ryzyko i napływy na rynek akcji rosną, gdy klienci widzą wysokie stopy zwrotu za ostatnie miesiące. Teraz są one głęboko ujemne, co nie sprzyja wzrostom i nie przyciąga kolejnych inwestorów. – W dobie ultraniskich stóp procentowych i depozytów w bankach należy liczyć się z przynajmniej częściowym powrotem klientów do rozwiązań oferowanych przez TFI: pieniężnych, obligacyjnych, a nawet akcyjnych. Zainteresowanie pierwszą z kategorii powinno wynikać z poszukiwania dodatnich stóp zwrotu w kontekście braku realnej alternatywy ze strony bankowej – mówi Jarosław Skorulski, prezes BNP Paribas TFI.

Lutowo-marcowa przecena sprawiła, że akcje większości spółek osiągnęły poziomy nienotowane od lat. – To, w połączeniu z pozytywnymi informacjami z kwietnia o ograniczaniu restrykcji w związku z wyhamowaniem pandemii, zachęciło część inwestorów do zakupów. Powinni oni jednak mieć na uwadze, że akcje, które są obecnie tanie, mogą być jeszcze tańsze. O tym, w którą stronę będą podążać rynki, zadecydują fundamenty gospodarcze – podkreśla Piotr Kozłowski, dyrektor BM Pekao. Zwraca też uwagę na możliwość powrotu pandemii jesienią i związane z tym ryzyko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA