fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Inflacja oderwała nasz rynek od globalnego trendu

iStockphoto
Pomijając niedawną emisję euroobligacji, Polski rząd nie korzysta ostatnio na bardzo dobrej koniunkturze na światowym rynku papierów dłużnych.

Notowania obligacji skarbowych Polski przestały w ostatnich tygodniach podążać za notowaniami papierów z tzw. rynków bazowych, np. USA i Niemiec. Podczas gdy na globalnym rynku wróciły wyraźne zwyżki cen papierów dłużnych (czyli spadki rentowności), ceny polskich obligacji są dość stabilne.

Ubiegły rok był okresem spektakularnej hossy na globalnym rynku długu, w której uczestniczyła również Polska. Rentowność dziesięcioletnich obligacji polskiego rządu zmalała z 2,8 proc. na początku 2019 r. do niespełna 1,8 proc. latem. I choć później nieco wzrosła, zakończyła rok wyraźnie niżej niż zaczęła. Ostatnie miesiące 2019 r. i początek 2020 r. przyniosły jednak liczne sygnały ożywienia w światowej gospodarce oraz pierwszą fazę porozumienia handlowego między USA a Chinami. To wywołało przecenę (wzrost rentowności) obligacji skarbowych zarówno na świecie, jak i w Polsce.

Korekta nie trwała jednak długo. Od połowy stycznia obligacje znów drożeją. W rezultacie na wielu rynkach rentowność znalazła się na nowych wieloletnich minimach. Tak stało się m.in. w Grecji i Rumunii. Także w USA niewiele brakuje do historycznych dołków. Ale nie nad Wisłą, gdzie rentowność dziesięciolatek oscyluje obecnie wokół 2,2 proc., w porównaniu z 2,1 proc. na koniec grudnia.

Na świecie wzrost cen obligacji skarbowych to głównie pokłosie epidemii koronawirusa. – Epidemia niesie ryzyko spowolnienia gospodarczego, którego siła jest jeszcze nieznana. A to przekłada się na oczekiwania pod adresem głównych banków centralnych – tłumaczy Mirosław Budzicki, strateg rynku stóp procentowych w PKO BP. Na to nakładają się jeszcze siły działające na obligacje tylko niektórych państw. Przykładowo, rentowność dziesięcioletnich obligacji Grecji, która jeszcze niedawno uchodziła za bankruta, wynosi obecnie niewiele ponad 0,9 proc. To efekt postępu w pokryzysowych reformach, które mają na dłuższą metę uzdrowić greckie finanse publiczne.

– Polskie papiery nie uczestniczyły w ostatnim rajdzie na rynku obligacji – mówi Grzegorz Zatryb, dyrektor inwestycyjny i zarządzający funduszami w Skarbiec TFI. Jak tłumaczy, to efekt przyspieszającej inflacji. W styczniu, jak podał w piątek GUS, wyniosła ona 4,4 proc. r./r., najwięcej od ośmiu lat. I choć Rada Polityki Pieniężnej niemal z pewnością nie będzie reagowała na to podwyżkami stóp procentowych, na rynku zgasły nadzieje na obniżkę stóp, które jeszcze niedawno prowokowały spowolnienie w polskiej gospodarce.

– W najbliższych miesiącach dane makroekonomiczne na świecie będą wskazywały na pogorszenie koniunktury, co spowoduje presję na dalszy spadek rentowności obligacji. Nie jest jednak dla mnie jasne, czy one jeszcze mocno spadną. Jednocześnie w Polsce rentowność może już być w pobliżu szczytu – ocenia Mirosław Budzicki, strateg rynku stóp procentowych w PKO BP. Jak tłumaczy, po drugim kwartale inflacja w Polsce powinna zacząć hamować, a to – wraz ze spowolnieniem gospodarczym i niewielką podażą obligacji skarbowych – powinno sprzyjać zniżkom rentowności.

Także zdaniem Błażeja Wajszczuka, dilera obligacji z BNP Paribas Bank Polska, „wiosną może się okazać, że epidemia koronawirusa wygasa, a impulsy banków centralnych zaczynają działać". Wtedy zwyżki cen obligacji na świecie się skończą, a jednocześnie w Polsce może zakończyć się ich przecena. Jak jednak podkreśla, będzie to zależało od tego, czy faktycznie inflacja zacznie hamować, co nie jest jego zdaniem przesądzone.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA