fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Krzysztof Kowalewski o filmie Miś Stanisława Barei

Krzysztof Kowalewski w roli Jana Hochwandera w „Misiu”
East News/Polfilm
- Siła „Misia" tkwi w tym, że jest on, w odróżnieniu od większości nowych polskich komedii, po prostu śmieszny - mówi aktor Krzysztof Kowalewski

Przypominamy rozmowę "Rzeczpospolitej" z aktorem Krzysztofem Kowalewskim

Rzeczpospolita: 30 lat temu odbyła się premiera „Misia" Stanisława Barei. Krytycy prasowi nie zostawili na filmie suchej nitki. Jakie były nastroje w ekipie filmowej po premierze?

Krzysztof Kowalewski: My od początku wiedzieliśmy, że scenariusz Stanisława Barei i Stanisława Tyma jest rewelacyjny. Jednak dobry scenariusz nie gwarantuje sukcesu, a po pierwszych recenzjach nikt z nas nie przypuszczał, że zrobiliśmy film ponadczasowy. Potem się okazało, że publiczność jest zachwycona i ten zachwyt trwa do dzisiaj. Bareja nie był popularny w środowisku i do dziś niektórzy koledzy z branży filmowej nie mogą przejść do porządku dziennego nad sukcesem „Misia".

Cenzura bardzo ingerowała w scenariusz?

Tym i Bareja mieli z nią dużo problemów. Ze scenariusza wypadały całe fragmenty. Trzeba było przechrzcić głównego bohatera, bo cenzura nie zaakceptowała nazwiska Nowohucki. Trzeba było je zmienić na neutralne Ochódzki.

„Miś" jest osadzony głęboko w realiach PRL. Jednak śmieją się z niego kolejne coraz młodsze pokolenia widzów.

Siła „Misia" tkwi w tym, że jest on, w odróżnieniu od większości nowych polskich komedii, po prostu śmieszny. Starsi widzą w nim satyrę na PRL, a dla młodszej

publiczności jest to już humor bardziej abstrakcyjny, coś w rodzaju polskiego Monty Pythona. Dobry film rozpoznaje się po tym, że jest uniwersalny. Z biegiem czasu zaczyna być odbierany inaczej, ale zawsze jest aktualny. „Miś" jest właśnie takim filmem.

W rankingach najlepszych polskich komedii zawsze wymienia się „Seksmisję", „Rejs" i właśnie „Misia". Czy bawią pana komedie nakręcone po ,89 roku?

Nie bawią mnie nawet te, w których sam zagrałem. Nasza obecna dość absurdalna rzeczywistość to powinny być złote czasy dla komedii. Są setki tematów do obśmiania, wiele z nich to prawdziwe samograje. Ale niestety od dawna nikt nie potrafi nakręcić nic śmiesznego. Młodsi twórcy umieją sprawnie robić filmy, ale napisanie zabawnego scenariusza i zrealizowanie go przerasta ich możliwości. Najpierw mieliśmy serię nieśmiesznych komedii gangsterskich, teraz jest moda na nieśmieszne komedie romantyczne. Te filmy są sztuczne, nie ma w nich autentyzmu. Nadal czekam na godnego następcę „Misia".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA