fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„To tylko koniec świata". Majstersztyk wrażliwca

Od Gasparda Ulliela nie można oderwać oczu. „To tylko koniec świata” od piątku w kinach
Hagi
Xavier Dolan w „To tylko koniec świata" dokonał dramatycznej wiwisekcji rodziny. Grand Prix w Cannes.

– To pierwszy film, który nakręciłem jako dojrzały mężczyzna. Tekst sztuki teatralnej Jeana-Luca Lagarce'a przynieśli mi przyjaciele w 2010 roku, ale wtedy go nie zrozumiałem. Kilka lat później stał mi się bliski – mówi 27-letni Kanadyjczyk Xavier Dolan.

W „To tylko koniec świata" młody pisarz wraca do domu po 12 latach nieobecności. Spotyka matkę, starszego brata, bratową, której nigdy nie widział, i siostrę, dziś dorosłą, którą pamięta jako małą dziewczynę. Chce im powiedzieć, że umiera. Pożegnać się. Ale trafia do kłębowiska ambicji, niespełnień, wzajemnych pretensji, które przy nim – uciekinierze, niby swoim, a jednak obcym – wybuchają z ogromną siłą.

Louis zderza się z agresją, z ludźmi samotnymi, nierozumiejącymi się nawzajem, zniecierpliwionymi, niepogodzonymi ze słabościami własnymi i innych, pełnymi kompleksów, nieakceptującymi tego, kim są. Oni wcale nie chcą usłyszeć tego, co Louis ma im do powiedzenia.

Relacje rodzinne zawsze Dolana interesowały. W 2009 roku, jako 19-latek, na festiwalu w Cannes pokazał swoją debiutancką fabułę „Zabiłem moją matkę". Nakręcił ją za gaże, jakie dostawał, występując w dzieciństwie w reklamach i serialach telewizyjnych.

To była rewelacja – film gęsty, bolesny, prawdziwy. Dolan portretował osoby najbliższe, złączone miłością i nienawiścią. „Nie potrafię cię kochać i nie potrafię cię nie kochać" – mówił 16-letni bohater filmu do matki. Kamera z bliska obserwowała ich toksyczne relacje. Nadopiekuńczą i pełną pretensji matkę wciąż bolał pełen poświęceń czas samotnego wychowywania syna. On miał poczucie, że nie dorasta do wymagań matki, która ogranicza jego wolność. Może dlatego nie był w stanie wyznać jej, że jest gejem.

Osiem lat później Xavier Dolan ma dorobek większy niż niejeden 50-latek. Obok jego filmów nie można przejść obojętnie. Wrażliwy, niepokorny chłopak szuka prawdy o skomplikowanych relacjach z najbliższymi, opowiada o samotności. Portretuje ludzi, którzy wbrew otoczeniu próbują odnaleźć własną tożsamość, także seksualną. Rejestruje społeczne represje dotykające jednostek wyła- mujących się z ogólnie obowiązujących norm.

– Nie mogę opowiadać o kryzysie wieku średniego, bo nic o nim nie wiem. Robię filmy o tym, co jest mi bliskie: o trudnej miłości, o inności, która mnie też dotknęła bardzo wcześnie, gdy zdałem sobie sprawę z własnego homoseksualizmu i musiałem stawić czoła otoczeniu – powiedział mi kiedyś Dolan w rozmowie.

W bohaterze jego „Wyśnionych miłości" kochała się para przyjaciół – mężczyzna i kobieta. To, czyje uczucie odwzajemni, miało określić, kim jest. Film „Na zawsze Laurence" był opowieścią o transseksualizmie. W „Tomie" Dolan zboczył w kierunku horroru, wciąż jednak koncentrując się na relacjach rodzinnych. W znakomitej „Mamie" znów pokazał relacje matki i syna – ludzi wyłamujących się ze społecznych norm, ale bardzo tęskniących za bliskością. Sam zresztą tak opowiedział mi o swoich filmach:

– W „Zabiłem moją matkę" syn odrzuca matkę, oskarżając ją o zaborczość i niszczenie mu życia. W „Na zawsze Laurence" matka odrzuca syna. W „Mamie" nikt nikogo nie odrzuca. To społeczeństwo nie pozwala im kochać się tak, jak by chcieli. Bo oboje mają w genach pewien rodzaj słabości i nie pasują do ogólnie przyjętego modelu rodziny. Syn ma skazę psychiczną, bywa słodki, ujmujący, a za chwilę przypomina bombę atomową, która w każdej chwili może wybuchnąć. Matka jest jak nastolatka, nieodpowiedzialna, naiwna, niedająca sobie rady z własnymi ambicjami i oczekiwaniami innych. W każdym z filmów pokazuję więc inne warianty rodzinnych relacji.

Po „Mamie" powtarzał, że chce zrobić przerwę w pracy, normalnie pożyć, postudiować. Nie wytrzymał bez kina. Choć po raz pierwszy posłużył się cudzym tekstem, to film „To tylko koniec świata" należy już całkowicie do niego. Jest gęstym, zrealizowanym świadectwem kondycji współczesnego człowieka Zachodu.

Xavier Dolan nie unika w tym filmie teatralności. Przeciwnie. Operuje wielkimi zbliżeniami, „filmuje" każde zdanie wypowiadane przez bohaterów. Wspomnienia rozmywa na ekranie tak, jak rozmywają się one w pamięci. Wyrazista jest też teraźniejszość. Fantastyczne role tworzą francuscy aktorzy: od Gasparda Ulliela nie można oderwać wzroku, rewelacyjny jest Vincent Cassel jako starszy brat, świetne kreacje tworzą Nathalie Baye, Lea Seydoux, Marion Cotillard.

Film„To tylko koniec świata" podzielił krytyków. Część recenzentów była zawiedziona. Dla mnie to jednak majstersztyk. Kolejny, konsekwentny krok artysty, który powoli próbuje oderwać się od własnych wspomnień i zaczyna wnikliwie przyglądać się innym. A jednocześnie nie traci autorskiego charakteru.

Dziś natomiast Dolan przygotowuje już swój pierwszy film w angielskiej wersji językowej, z Kitem Haringtonem, Natalie Portman i Jessiką Chastain w obsadzie .

„Śmierć i życie Johna F. Donovana" ma być historią młodego gwiazdora, którego kariera chwieje się, gdy plotkarski magazyn ujawnia jego korespondencję z 11-letnim chłopcem, oskarżając go o pedofilię.

Genialne dziecko kina staje się na naszych oczach znakomitym młodym artystą, który na ekranie zapisuje już nie młodzieńcze lęki, stresy, lecz cierpienie dojrzałego człowieka. W czasach narastającej samotności ludzi oraz kolejek do psychoanalityków Xavier Dolan funduje widzom niestereotypową terapię.

Jest w tym rzeczywiście coraz bardziej dojrzały. Przekracza kolejne bariery, zyskuje nowe doświadczenia, ale nie traci swojej wrażliwości. Nic też nie wskazuje na to, by ten krweatywny artysta miał się się szybko wypalić.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA