fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Elastyczność daje pracę

Kontrola ZUS a umowa o dzieło

Zakład Ubezpieczeń Społecznych oskładkowałby najchętniej wszystkie umowy cywilnoprawne
Fotorzepa/Jerzy
Coraz więcej umów o dzieło ZUS zamienia na zlecenia. Sęk w tym, że tak samo traktuje sprzątaczki i prowadzących szkolenia.

Inspektorzy ZUS w 2014 r. byli aktywni zwłaszcza w dolnośląskim, mazowieckim, łódzkim, kujawsko-pomorskim, pomorskim oraz małopolskim. ZUS nie chwali się danymi, ale efekt wzmożonych kontroli widać w sprawozdaniach z działalności NFZ. W 2014 r. na skutek decyzji ZUS objął on 4655 osób obowiązkowym ubezpieczeniem zdrowotnym. Najwięcej na Dolnym Śląsku (1083) oraz Mazowszu (832).

ZUS w decyzji administracyjnej nakazuje pracodawcy odprowadzać składki na ubezpieczenie społeczne. Ten musi automatycznie zmienić nieoskładkowaną umowę o dzieło na zlecenie.

Zasadniczą rolę przy ocenie, czy osoba powinna być zatrudniona na umowę o dzieło czy na zlecenie, powinien odgrywać charakter pracy.

– Jeśli ktoś sprząta czy chroni mienie, to wiadomo, że jest to umowa starannego działania, czyli zlecenie – tłumaczy prof. Marcin Zieleniecki, ekspert „Solidarności". Podkreśla, że dzieło jest umową rezultatu. – Rezultatem może być stworzenie obrazu, ale także programu szkolenia i przeprowadzenia go. Zwłaszcza gdy ktoś zastrzega prawa autorskie – dodaje prof. Zieleniecki.

Szkopuł w tym, że dla ZUS rezultat jest wątpliwy także wtedy, gdy ktoś przygotowuje i przeprowadza szkolenie. Dlatego inspektorzy lekką ręką oskładkowują dzieła nie tylko w firmach sprzątających czy ochroniarskich, ale również szkoleniowych. Konfederacja Lewiatan, zaniepokojona, że ZUS interpretuje przepisy na niekorzyść tych ostatnich i nakazuje zapłatę składek pięć lat wstecz, na początku lipca spotkała się z przedstawicielami resortu pracy.

– Usłyszeliśmy, że urzędnicy z centrali ZUS nie mogą całkowicie odpowiadać za oddziały terenowe i nakazać im zaprzestania kontroli – informuje Grażyna Spytek-Bandurska z Konfederacji Lewiatan.

Pracodawca po kontroli ZUS może się odwołać do sądu. Jednak niewiele firm, zwłaszcza małych, stać na koszty długiego procesu. Sami pracownicy też często chcą pracować na umowę o dzieło. Podatek odprowadza się wtedy od połowy podstawy wymiaru składek.

– Informatycy wręcz proszą o umowy o dzieło. Nikt ich do nich nie zmusza – mówi Arkadiusz Pączka, ekspert Pracodawców RP.

Pracodawca więc dwoi się i troi, aby to umożliwić. – Gdy jednak przychodzi ZUS i widzi, że przy tym samym projekcie jedna osoba pracuje na umowę cywilno-prawną, a druga na etat, to od razu oskładkowuje tę pierwszą – podsumowuje Patrycja Zawirska, radca prawny z kancelarii K&L Gates.

Kontrole prowadzi też Państwowa Inspekcja Pracy (PIP). W I półroczu 2015 r. jej inspektorzy uznali, że co czwarta ze sprawdzonych 13,1 tys. umów cywilnoprawnych powinna być umową o pracę.

– Dla nas najważniejsze jest, czy ktoś pracuje przez określoną liczbę godzin i pod kierownictwem. Jeśli tak, to umowa cywilnoprawna jest umową o pracę – mówi Danuta Rutkowska, rzecznik PIP. Inspektorzy mają prawo wymierzyć firmie grzywnę do 2 tys. zł za podpisanie z pracownikiem umowy cywilnoprawnej zamiast o pracę.

PIP najwięcej umów, które powinny być umowami o pracę, zakwestionowała w budownictwie, przetwórstwie przemysłowym i gastronomii.

Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, były wiceminister finansów

Skala stosowania tzw. umów śmieciowych jest w Polsce wyjątkowo duża. Odnotowała to również Komisja Europejska. Aby ograniczyć niestety często nadużywanie takiej formy zatrudnienia, równocześnie nie rujnując elastyczności rynku pracy, trzeba skupić się na dwóch rozwiązaniach.

Po pierwsze, państwo powinno zreformować archaiczny kodeks pracy, który nijak się ma do współczesnego rynku pracy. Umowa o pracę powinna być zdecydowanie bardziej elastyczna. Obecnie koszty związane z zatrudnieniem i zwolnieniem pracownika są dla przedsiębiorcy zbyt wysokie, dlatego firmy unikają tego typu kontraktów, wybierając umowy cywilnoprawne. Uelastycznienie prawa pracy i zmniejszenie kosztów oraz ryzyka dla firm będzie zachętą i sprawi, że pracodawcy będą chętniej zatrudniać na umowę o pracę.

Po drugie, należy podnieść kwalifikacje osób wchodzących na rynek pracy. Niestety spora grupa młodych pracowników wręcz zabiega o zatrudnienie na tzw. umowę śmieciową, aby nie płacić składek ubezpieczeniowych i w ten sposób podnieść swoje mizerne dochody. Podniesienie ich kwalifikacji sprawi, że będą one zarabiać więcej i tego typu praktyki zostaną ograniczone.

Aleksander Łaszek, główny ekonomista fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju

Jednym z bodźców do nadużywania umów cywilnoprawnych jest brak ich oskładkowania. Pracodawca i pracownik, mając do wyboru umowę, od której ponad jedną trzecią będą musieli odprowadzić do ZUS i urzędu skarbowego oraz umowę bez tego ciężaru, z oczywistych względów będą chętniej wybierali tę drugą możliwość. Dlatego rozwiązaniem tego problemu jest obłożenie równymi składkami wszystkich umów. Uważamy, że o umowie powinien decydować jej ekonomiczny sens, a nie różnice w opodatkowaniu czy oskładkowania. Tak duże różnice w obciążeniach podatkowo-składkowych zaburzają konkurencję (podobnie zresztą jak szara strefa). Jeżeli chcemy wprowadzać preferencje, to nie powinny one dotyczyć określonego typu umów, ale osób o najniższej produktywności (zarobkach), którym przy obecnej wysokości podatków podejmowanie legalnej pracy może się nie opłacać. Dobrym rozwiązaniem byłoby ponadto wprowadzenie czasu wypowiedzenia uzależnionego wyłącznie od okresu pracy, niezależnie od rodzaju umowy. Widzimy też potrzebę ułatwienia pracodawcom rozwiązywania umów, co zachęci do zatrudniania pracowników na etat.

Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium

Przede wszystkim jestem krytyczny wobec nazywania wszystkich umów cywilnoprawnych umowami śmieciowymi. To sugeruje ich toksyczny charakter, a tak nie jest. Problemem jest nadużywanie tej formy zatrudnienia w celu osiągnięcia korzyści kosztowych, co samo w sobie złe być nie musi, ale balansuje na granicy prawa i wykorzystuje słabszą pozycję pracownika, co jest naganne. Dążyć należałoby zatem do wyeliminowania patologicznych sytuacji i nadużyć. Taka forma zatrudnienia może się sprawdzić, kiedy ktoś chce dorobić lub podjąć pracę sezonową, z założenia krótkookresową. Należy jednak wyeliminować lub znacznie ograniczyć takie rozwiązania, kiedy firma zatrudniająca przedsiębiorcę jest jedynym zleceniodawcą, a dochód z tej umowy jest jedynym źródłem przychodu dla zleceniobiorcy. Należałoby spojrzeć na ten problem systemowo i ograniczenie stosowania umów cywilnoprawnych połączyć z liberalizacją kodeksu pracy, co wiązałoby się z odebraniem części przywilejów dotychczasowym pracownikom etatowym. Warto zastanowić się też nad formułą działania związków zawodowych, które zamiast uporczywej ochrony miejsc pracy bardziej zorientowane powinny być na promocję zatrudnienia.

—matp

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA