fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Więcej osób pracuje, ZUS zyskuje

Fotorzepa, Robert Gardziński
Dzięki poprawie na rynku pracy składki do ZUS rosną w szybkim tempie. Jeśli pójdzie tak dalej, obniżka wieku emerytalnego może nie być tak dotkliwa.

Więcej miejsc pracy i rosnące wynagrodzenia przekładają się nie tylko na poprawę sytuacji naszych domowych budżetów, ale także na poprawę kondycji systemu emerytalnego. Już zeszły rok Fundusz Ubezpieczeń Społecznych zakończył deficytem niższym o prawie 5 mld zł, niż planowano, a jego sytuacja pod względem pokrycia kosztów wpływami ze składek była najlepsza od dziesięciu lat.

Silny popyt na pracę

Pierwszy kwartał tego roku przyniósł kontynuację tych pozytywnych tendencji. – Wpływy ze składki wyniosły ok. 41,9 mld zł, co stanowi 26 proc. wykonania planu rocznego i wzrost o 7,5 proc. w porównaniu z I kwartałem 2016 r. – informuje „Rzeczpospolitą" Radosław Milczarski z biura prasowego ZUS. – Główna przyczyna tego wzrostu to blisko 10-proc. wzrost funduszu wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw – dodaje.

Lepsze wpływy ze składek pomagają także budżetowi państwa. Ministerstwo Finansów wyliczyło, że w pierwszych trzech miesiącach tego roku dotacje do FUS były o ok. 2,8 mld zł niższe niż rok wcześniej.

Pytanie, jak długo potrwa tak dobra sytuacja na rynku pracy i jak długo będzie to pozytywnie wpływać na finanse państwa. – Patrząc z punktu widzenia popytu na pracę, na razie nie widać większych zagrożeń – zauważa ekonomista Ignacy Morawski, założyciel portalu SpotData. – Gospodarka ma się dobrze i ożywienie na rynku pracy wydaje się trwałe. Poprzednia fala spadku bezrobocia trwała cztery lata, gdyby taka sytuacja powtórzyła się i tym razem, stopa bezrobocia może się zmniejszać do końca przyszłego roku – dodaje.

– Mamy boom na rynku pracy i może on potrwać przez dwa–trzy lata – wtóruje Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. – Skoro mamy trwalsze ożywienia w strefie euro, przyspiesza absorpcja środków UE i inwestycje, to trudno spodziewać się spadku popytu na pracę. A to oznacza, że wciąż będzie można mówić o pozytywnym wpływie na finanse FUS – wyjaśnia Bujak. I przypomina, że każde cykliczne ożywienie gospodarcze sprzyja finansom publicznym

Emerytura czy etat?

A jak ma się do tego obniżka wieku emerytalnego od października tego roku? ZUS podaje, że w IV kwartale tego roku dodatkowo 330 tys. osób zyska uprawnienia do emerytury. Gdyby wszyscy naraz zdecydowali się odejść z pracy, spowodowałoby to potężną wyrwę i na rynku pracy, i we wpływach ze składek.

Ministerstwo Finansów ma w tym zakresie jednak bardzo optymistyczne prognozy. Oczekuje, że nie wszyscy skorzystają z prawa do świadczeń, a tych, którzy odejdą, zastąpią nowi pracownicy. Resort szacuje więc, że w tym roku liczba pracujących, a więc i płacących składki, nie tylko się nie zmniejszy, ale nawet wzrośnie o 0,5 proc., a w 2018 r. – o 0,4 proc. (w 2016 r. wzrost wyniósł ok. 0,7 proc.)

– To bardzo ambitne założenie – ocenia Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych. – Popatrzmy na liczby. Resort szacuje, że w tym roku liczba pracujących zwiększy się o ok. 80 tys. w porównaniu z końcem 2016 r. Gdyby nie obniżka wieku emerytalnego, to taki wzrost byłby oczywiście możliwy, o tyle wzrosło zatrudnienie w 2016 r. Jeśli jednak z pracy zrezygnuje nagle 200–300 tys. osób, które w październiku uzyskają prawo do emerytury, to by zrekompensować ten ubytek, liczba pracujących musiałaby zwiększyć się aż o 280–380 tys. A to już byłoby bardzo trudne do osiągnięcia – wylicza Lewandowski.

Wpływy ze składki jeszcze większe

– Rzeczywiście, prognozy resortu finansów wydają się optymistyczne. Jednak nie są nierealne – dodaje Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. – Przy rosnących płacach i tak dużym popycie na pracę jak obecnie można podejrzewać, że spora część potencjalnych emerytów jednak nie skorzysta ze swoich uprawnień w chwili ich nabycia. Inaczej mówiąc, pozostaną w miejscu zatrudnienia, tym bardziej że w firmach już teraz brakuje rąk do pracy – zauważa Wojciechowski.

Bardzo optymistyczne szacunki co do wysokości wpływów ze składek ma też sam ZUS. W najnowszych prognozach zakłada, że w 2018 r. (a więc już po obniżce wieku emerytalnego) dochody z tego tytułu wyniosą ok. 176 mld zł. Jeszcze rok temu szacował, że w 2018 r. będzie to ok. 169 mld zł, a więc o 7 mld zł mniej. Taki wzrost można wyjaśnić m.in. właśnie oczekiwaną kontynuacją poprawy na rynku pracy.

Im większe wpływy, tym mniejszy też deficyt ZUS, który trzeba pokryć z budżetu państwa. Choć nie zmienia to faktu, że w efekcie obniżenia wieku emerytalnego mocno wzrosną wydatki FUS na świadczenia emerytalne.

Deficyt coraz większy

W 2016 r. osoby pracujące wpłaciły do ZUS ok. 153,2 mld zł. Z kolei koszty świadczeń finansowanych z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, w tym głównie rent i emerytur, były znacznie wyższe i wyniosły 201,6 mld zł. Tym samym deficyt FUS wynikający z podstawowej jego działalności wyniósł 48,4 mld zł. W tym roku – jak wynika z planu finansowego Funduszu – wpływy ze składek mają wynieść 161,1 mld zł, a koszty transferów dla ludności 211,5 mld zł. Lukę między przychodami a wydatkami zaplanowano na 50,4 mld zł, choć na koniec roku może być niższa. W latach 2018–2021 deficyt w FUS ma się zwiększać o ok. 4–5 mld zł rocznie – tak wynika z prognoz ZUS. I tak w 2018 r. może sięgnąć 56,5 mld zł, a w 2023 r. 73 mld zł. To szacunki przy założeniu, że stopa bezrobocia rejestrowanego spadnie do 2020 r. do 6,4 proc. (z 8,3 na koniec 2016 r.). Gdyby poprawa na rynku pracy następowała szybciej (spadek bezrobocia do 5 proc. w 2020 r.), dziura w FUS utrzymałaby się na poziomie ok. 55 mld zł. Gdyby zaś nastąpiła stagnacja na rynku pracy (8 proc. bezrobocia), deficyt wystrzeliłby do 96 mld zł w 2022 r.

Opinia

Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP

Poprawiająca się sytuacja na rynku pracy co do zasady pozytywnie wpływa na stan finansów publicznych i równowagę FUS. Pomaga nie tylko rosnąca liczba pracujących, ale także fakt, że trochę mniej mamy tzw. umów śmieciowych. W perspektywie dwu–trzyletniej można nawet oczekiwać, że rosnące wpływy ze składki częściowo zniwelują efekty obniżki wieku emerytalnego, choć oczywiście nie w całości. Ale trzeba pamiętać, że obecnie mamy wyjątkowo korzystną sytuację na rynku pracy i jak w każdym cyklu w końcu przyjdzie też okres słabszej koniunktury. Czyli wzrostu bezrobocia, prawdopodobnego spadku zatrudnienia, co będzie działało w przeciwną stronę, pogarszając kondycję finansową FUS.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA