fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Katastrofa w rosyjskim Klondike

AFP
Piętnastu mężczyzn nie żyje, a sześciu jest poszukiwanych. To tragiczny bilans katastrofy na złotodajnych terenach Krasnojarskiego kraju. Wezbrane wody rzeki zniszczyły pięć tam i zatopiły osadę kopaczy złota. Wszystkie tamy były nielegalne.

W nocy z piątku na sobotę zmieszane z błotem, gliną i kamieniami wody rzeki Sejba na przedgórzu pasma gór Sajanów w Krasnojarskim Kraju przerwały najpierw tamę zbiornika technologicznego, a potem kolejne zapory. Fala wysokości 4-5 m runęła na osadę kopaczy złota. Ludzie spali w prowizorycznych barakach stojących tuż nad brzegiem rzeki. Zginęło 15 osób a 6 jest uznawanych za zaginione.

„Ustalono, że tamy zostały zbudowane bezprawnie, bez jakichkolwiek zgód. Ich zadaniem było odprowadzenie wód gruntowych z terenów złotonośnych. Najpierw zniszczona została położona najwyżej tama (wysokości 15 m - red), a potem fala niszczyła kolejne konstrukcje" - cytuje komunikat śledczych agencja Prime.

Ustalono też, że majster górniczy, do którego obowiązków należało prowadzenie i organizacja pracy, nie miał po temu żadnych kompetencji i uprawnień, ani nawet specjalistycznego wykształcenia. Kierownik odcinka przyznał, że miał świadomość, iż osada górnicza powstała na terenach zalewowych.

Według rosyjskich mediów na złotodajnych terenach Krasnodarskiego Kraju są dziesiątki podobnych osad górniczych, w których pracują w koszmarnych warunkach i na czarno setki Rosjan i emigrantów zarobkowych z byłych republik sowieckich czy Chin.

Władze dobrze znają takie miejsca, ale wysoka korupcja czyni ich właścicieli bezkarnymi. W niedzielę policja aresztowała dyrektora generalnego firmy Sisim, która prowadziła prace wydobywcze na złotonośnej działce, gdzie doszło do katastrofy.

Rosyjscy eksperci zwracają uwagę, że tereny złotonośne potrzebują zalesienia i rekultywacji. Firmy wydobywcze zniszczyły tam lasy, wyjałowiły gleby, wody rzek przypominają błotne lawiny. A wszystko to na przedgórzu gór Sajanów, na terenach z obfitymi opadami śniegu i deszczu.

Jak bardzo zniszczone są tereny, gdzie pracują firmy wypłukujące złoto z rzek, widać nawet z kosmosu. O potrzebie zalesiania i rekultywacji alarmuje firma „Kosmiczne rozwiązania", która monitoruje pożary lasów za pomocą satelitów. Firmy szukające złota przyczyniają się też do pożarów lasów, a w Krasnojarskim Kraju jest ich co najmniej 10 na dobę.

„Na zdjęciach satelitarnych widoczna jest biała żmija, która pełznie wzdłuż rzek, gdzie trwa wydobycie. To wyerodowana warstwa, która pozostała po wymyciu ziemi zawierającej złoto" - mówią specjaliści firmy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA