fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Afera mailowa a krajowy system bezpieczeństwa dla komunikacji najwyższych urzędników w państwie

Adobe Stock
Budowany za miliony krajowy system cyberbezpieczeństwa, który ma też kanały komunikacji najwyższych urzędników w państwie, ma sens, o ile się go używa.

Kolejne wycieki informacji pochodzących rzekomo ze skrzynki e-mail ministra Michała Dworczyka, o ile są prawdziwe, ujawniają skrajną nieodpowiedzialność najwyższych urzędników rządowych, którzy właśnie tą niezabezpieczoną drogą mieli omawiać ważne sprawy porządku publicznego (o wysyłaniu Wojsk Obrony Terytorialnej do tłumienia Strajku Kobiet), obronności (e-mail płk. Krzysztofa Gaja do ministra Dworczyka o oficerach z Inspektoratu Uzbrojenia oraz systemie rakiet Patriot), bezpieczeństwa (zestawienie zapotrzebowania na środki Rządowego Centrum Bezpieczeństwa na 2022 r.) czy spółek strategicznych (korespondencja z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego i ministra Dworczyka o awarii w Orlenie w grudniu 2020 r.).

Wiarygodność publikowanych na portalu Telegram danych jest trudna do zweryfikowania – szczególnie ingerencja w ich treść. Wirtualna Polska, gdzie e-maila ma minister Dworczyk, po zbadaniu sprawy podała, że nie było włamania na skrzynkę ministra. On sam i jego żona oświadczyli, że padli ofiarą hakerów. Mówi się o operacji rosyjskich służb. Nie zmienia to jednak faktu, że rozmowy ministrów powinny się odbywać w warunkach zapewniających ich poufność, bez ryzyka utraty danych na rzecz podmiotów niewiadomego pochodzenia. Bezpieczne pomieszczenia i kanały rozmów gwarantuje władzom ustawa z 2018 r. o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa i wydane na jej mocy rozporządzenia. Nad premierem i ministrami służby specjalne sprawują ochronę kontrwywiadowczą – ale nie uda się to bez współdziałania samych zainteresowanych. Rozmowy ministrów na prywatnych skrzynkach są przykładem, jak tego nie robić, pokazują raczej brak zaufania do służb. Nie ma żadnych przepisów o zasadach używania prywatnych e-maili przez VIP-ów. Nawet resorty prowadzą swe konta na portalach społecznościowych bez podstawy prawnej.

Czytaj też: Jacek Nizinkiewicz: PiS chce przemilczeć i zbagatelizować problem

W 2012 r. NSA uznał (I OSK 1203/12), że korespondencja władz, także e-mailowa, nie jest informacją publiczną, nawet gdy choć w części dotyczy spraw publicznych. Nie ma ona też waloru oficjalności.

Ale za niekorzystanie z bezpiecznych kanałów komunikacji nie ma sankcji, więc sam ten fakt nie jest karalny. Problem w tym, że jego skutki mogą wywołać poważniejsze konsekwencje. Postępowania ws. ujawnienia tajemnic to sprawa prokuratora.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA