fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Sporne opłaty za kapitał

Frank szwajcarski
Fotorzepa, Łukasz Solski
Po unieważnieniu umowy banki domagają się opłat od frankowiczów. Wbrew opinii urzędów.

Duża i wciąż rosnąca liczba wyroków sądów unieważniających umowy hipotek frankowych powoduje, że banki coraz częściej domagają się od klientów opłaty za korzystanie z kapitału. O wezwaniach do zapłaty, które wysyła mBank swoim klientom, pisaliśmy w środowym wydaniu „Rz".

Podzielone zdania

Oprócz samych frankowiczów przeciwni takim roszczeniom są Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, rzecznik finansowy i rzecznik praw obywatelskich. Banki argumentują jednak, że mają podstawy, by żądać takich opłat. mBank przekonuje, że w rzeczywistości jest to roszczenie o zwrot nienależnego świadczenia (art. 410 k.c.).

„W ramach wykonania umowy bank nie tylko wypłacił kredytobiorcom kapitał, ale również – nie domagał się jego zwrotu, pozwalając na korzystanie z tych środków. Świadczenie polegające na zaniechaniu żądania zwrotu środków będących własnością banku również ma swoją wartość, która podlegałaby zwrotowi w oparciu o przepisy o nienależnym świadczeniu. W przypadku każdej umowy, nie tylko kredytu, gdyby doszło do jej unieważnienia, należy rozliczyć wartość spełnionych świadczeń. Podobnym przykładem byłoby rozliczenie nieważnej umowy najmu. Gdyby taka umowa po pięciu latach jej wykonywania została uznana za nieważną, obowiązkiem najemcy byłoby wydanie lokalu oraz zapłata za bezumowne korzystanie" – argumentuje mBank.

Sektor powołuje się także na wyrok Sądu Najwyższego z 11 grudnia 2019 r. Kwestia wynagrodzenia za korzystanie z kapitału w razie unieważnienia umowy wychodziła poza zakres rozpoznania, ale SN uznał, że jest to dopuszczalne i nie jest sprzeczne z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE czy dyrektywą 93/13.

Kontrowersje wzbudza nie tylko sam fakt, czy opłata za korzystanie z kapitału należy się bankowi w razie unieważnienia umowy, ale także w jaki sposób ją ustalić.

Niejasna wycena

Banki sugerowały w tej sprawie różne podejście. mBank, jak wynika z opisywanych przez nas wezwań do zapłaty przez niego wysyłanych, podjął próbę zrównania sytuacji frankowiczów i kredytobiorców złotowych. Ustalił więc oprocentowanie tak jak dla złotowych długoterminowych kredytów mieszkaniowych zabezpieczonych hipoteką (bazując na danych NBP).

Niektóre banki przyjęły jednak, że do obliczeń kosztu powinno posłużyć oprocentowanie niezabezpieczonego kredytu, co oznaczałoby, że opłata za kapitał mogłaby być po około 12 latach od udzielenia kredytu równa albo nawet większa niż początkowa wartość nominalna kredytu. Pojawiła się też koncepcja, że wynagrodzenie powinno być równe temu, co bank stracił, „mrożąc" kapitał, albo powinna to być wartość korzyści, jaką kredytobiorca osiągnął przez używanie kapitału. Niektóre banki podkreślały jednak, że niedopuszczalne jest takie rozwiązanie, aby opłata za korzystanie z kapitału była wyższa, niż gdyby nie było zmian w umowie.

Kilka dni temu rzecznik finansowy przystąpił do sprawy sądowej, w której klienci Santandera będą bronili się przed roszczeniem o opłatę za korzystanie z kapitału. Chodzi o kredyt (364 tys. zł) wypłacony w 2008 r. Kredytobiorcy złożyli w sądzie pozew przeciwko bankowi z żądaniem zwrotu kwot, które wpłacili w postaci rat kredytowych. W odpowiedzi na pozew bank sformułował wobec kredytobiorców roszczenie o zwrot równowartości kredytu. Dodatkowo oczekuje wynagrodzenia za korzystanie z kapitału w wysokości 94 tys. zł.

Opinia dla „rz"

Wojciech Bochenek, radca prawny, Kancelaria Bochenek i Wspólnicy

Żądania banków dotyczące opłaty za bezumowne korzystanie z kapitału obrazują lekceważący stosunek sektora do obowiązującego prawa i jednoznacznego stanowiska UOKiK, RF czy RPO w tej sprawie. Takie roszczenie jest bezpodstawne i nie znajduje żadnego oparcia na gruncie przepisów polskiego prawa cywilnego. Działania te mają głównie zniechęcić kredytobiorców do dochodzenia swoich praw w sądzie. Klienci zdecydowanie nie powinni przystawać na takie propozycje banków. Wszelkie pisma wysłane już po zakończonym postępowaniu, domagające się zwrotu roszczeń pozbawionych podstawy prawnej, mają jedynie na celu wzbudzić w konsumencie poczucie strachu, który jest nieuzasadniony.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA