fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Tomasz Krzyżak: Końca zabawy jeszcze nie widać

shutterstock
Po skazaniu ks. H. czas na ruch Kościoła. Musi zamknąć temat zaniedbań bp. Janiaka. Ale wyjaśnień domagają się też sprawy spoza kościelnego poletka.

Trzy lata więzienia i dziesięcioletni zakaz wykonywania zawodów nauczyciela lub opiekuna – taką karę sąd w Pleszewie wymierzył ks. Arkadiuszowi H. za wykorzystywanie seksualne nieletnich. Duchowny – jeden z antybohaterów filmu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego" – odpowiadał za wykorzystanie jednej osoby, ale pokrzywdzonych (zeznawali w sądzie) było więcej. Jednak przestępstwa, których wobec nich dopuścił się H., uległy przedawnieniu.

Czytaj także: Koniec tej zabawy

Można oczywiście dyskutować ze stosunkowo niskim wymiarem kary (prokurator wnosił o sześć lat więzienia), ale najważniejsze, że w ogóle jest. W jakiejś mierze symboliczna, lecz jednak ważna dla osób pokrzywdzonych przez H., ważna dla innych ofiar, które wciąż tłumią swój ból i nie potrafią o nim powiedzieć głośno, nie są gotowe na to, by domagać się sprawiedliwości. Być może sprawa z Pleszewa – i oby tak się stało – doda im odwagi.

Pewien etap sprawy ks. H. się zakończył. Ale wciąż nie są zamknięte inne jej wątki. To z jednej strony proces kanoniczny księdza – po wyroku państwowego sądu, który dowiódł tego, że wykorzystywał seksualnie małoletnich – nie ma wątpliwości, że i on zakończy się karą. Być może nawet wydaleniem ze stanu kapłańskiego. Z drugiej zaś strony na drobiazgowe wyjaśnienie czeka jeszcze temat zaniedbań, jakich w odniesieniu do tej sprawy dopuścił się bp Edward Janiak.

Tuż po filmie Sekielskich – w maju ub. roku – zawiadomienie w sprawie ewentualnych zaniedbań ówczesnego ordynariusza kaliskiego złożył abp Wojciech Polak. Biskup Janiak został zawieszony, wyjaśnienie sprawy zlecono abp. Stanisławowi Gądeckiemu, w październiku bp Janiak zrezygnował z kierowania diecezją. Dziś jedynie domyślamy się dlaczego, ale nikt nie ogłosił tego publicznie. Nie ogłosił, bo proces wyjaśniania na poziomie Stolicy Apostolskiej jeszcze trwa. I dopóki się nie skończy, dopóki opinia nie pozna jego ostatecznego efektu, trudno będzie uznać, że sprawa jest zamknięta. Im szybciej się to stanie, tym lepiej.

Często daje się słyszeć od biskupów, że nie mają wpływu na to, w jakim tempie Watykan proceduje różne sprawy. Ale akurat w tego typu przypadkach (przypomnę tylko, że już od ponad roku trwa wyjaśnianie zarzutów sformułowanych pod adresem bp. Jana Szkodonia) powinni robić wszystko, by gdzieś nad Tybrem tryby w machinie poruszały się nieco szybciej. Innej drogi jak błyskawiczne powiedzenie prawdy i rzeczywiste wyciągnięcie konsekwencji po prostu nie ma. Nie da się odbudować zaufania do Kościoła, do biskupów i księży, nie da się zmienić ludzkiej mentalności bez determinacji i realnego działania. Zrozumieli to chyba wrocławscy dominikanie, którzy powołują niezależną, złożoną ze świeckich komisję, która ma zbadać zarzuty w stosunku do jednego z ich współbraci.

Ale potrzeba determinacji i domaganie się sprawiedliwości nie dotyczy tylko podwórka kościelnego. W Białej Podlaskiej na dwa lata więzienia skazano lekarza, który wykorzystywał 14-latkę. Sąd – jak donoszą media, m.in. tygodnik „Sieci" – odroczył termin wykonania kary, mężczyzna przyjmuje pacjentów, do prezydenta złożył wniosek o ułaskawienie, a jego pełnomocnicy kasację do Sądu Najwyższego. W okolicy wszyscy o wyroku wiedzą, ale udają, że nic się nie stało. I zabawa w chowanego trwa w najlepsze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA