Falenta został zatrzymany w Walencji - przebywał w 11-piętrowym budynku. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita” w momencie, kiedy kiedy zjawili się tam policjanci, biznesmen wyszedł na balkon, a następnie zaczął wspinać się na balustradę, i grozić, że wyskoczy. Policjanci - jeszcze wtedy znajdujący się na zewnątrz - przez drzwi prowadzili z nim negocjacje. Jak się okazuje skuteczne, ponieważ biznesmen zrezygnował i zszedł z barierki.
- Został zatrzymany i przewieziony do policyjnego aresztu. Teraz będzie się odbywała procedura, której celem jest wydanie biznesmena polskiemu wymiarowi sprawiedliwości – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.
Jak z kolei zaznacza Sylwester Marczak, rzecznik Komendy Stołecznej Policji przy zatrzymaniach byli obecni hiszpańscy policjanci – co było konieczne, ponieważ działania odbyły się na terenie Hiszpanii. – Jednak to polscy policjanci ustalili jego miejsce pobytu – dodaje Marczak.
Policjanci z grupy poszukiwawczej deptali Falencie „po piętach” od tygodni. Biznesmen był ostrożny – Zero elektroniki, nie używał telefonów komórkowych, laptopa, płacił pieniędzmi, a nie kartą – mówi nam jeden z funkcjonariuszy. – Przemieszczał się, a my byliśmy krok za nim – zaznacza.
W marcu „Rzeczpospolita” ujawniła, że policjanci mają trop wskazujący na to, że Marek Falenta ukrywa się za granicą. Teraz okazało się, że te typowania się potwierdziły. Informowaliśmy także, że będzie wniosek o europejski nakaz aresztowania biznesmena, co również nastąpiło.
Falenta został skazany w jednej z najbardziej spektakularnych afer ostatnich lat – dotyczącej podsłuchiwania polityków i biznesmenów m.in. w restauracji "Sowa i Przyjaciele". Jednak od 2 października 2018 r. unikał stawienia się w zakładzie karnym, by odbyć wyrok 2,5 roku więzienia, na który został skazany.
1 marca sąd wystawił za Falentą krajowy list gończy, a następnie poszukiwania zostały rozszerzone o kraje europejskie.