29-letni Wołoszyn pełnił ostatnio obowiązki dyrektora lotniska w Mikołajewie w południowej Ukrainie.
Pasażerski samolot Boeing 777 należący do malezyjskich linii lotniczych, z 298 osobami na pokładzie, został zestrzelony w lipcu 2014 roku na trenie wschodniej Ukrainy w opanowanym przez separatystów obwodzie donieckim, w odległości ok. 40 km od granicy z Rosją.
Większość pasażerów samolotu pochodziła z Holandii, na pokładzie byli również Malezyjczycy, Australijczycy, obywatele Indonezji, Wielkiej Brytanii i kulu innych państw.
W toku międzynarodowego śledztwa ustalono, że maszyna została zestrzelona pociskiem z rosyjskiego systemu rakietowego Buk.
"Jesteśmy przekonani, że 17 lipca 2014 roku, rosyjski „Buk” TELAR o numerze 332 z 53. Rakietowej Brygady Przeciwlotniczej bazującej w Kursku został sfilmowany i sfotografowany na wschodniej Ukrainie. Ten specyficzny „Buk”, poprzednio zidentyfikowany jako „Buk 3X2", został sfilmowany podczas przemieszczania się w centrum obszaru, który Rada Bezpieczeństwa Holandii określiła jako miejsce wystrzelenia pocisku, który strącił MH17 - brzmiał komunikat zespołu badawczego „Bellingcat”, złożonego z niezależnych dziennikarzy (źródło: Wikipedia).
Strona rosyjska odrzuciła te oskarżenia i obwiniała za zestrzelenie samolotu ukraińskiego pilota. Ekipa międzynarodowych śledczych odrzuciła jednak te oskarżenia.
Mimo to po katastrofie Wołoszyn, który był wówczas pilotem wojskowym armii ukraińskiej, zrezygnował ze służby. W ubiegłym roku podjął pracę jako p.o. dyrektora międzynarodowego lotniska w Mikołajewie.
Żona byłego pilota zeznała, że mąż od czasu oskarżeń był w złym stanie psychicznym i wspominał o samobójstwie.
W sprawie prowadzone jest śledztwo, ale wstępnie wykluczono udział osób trzecich.