Reklama

Mroczne pejzaże za oknem

Jarosław Modzelewski wystawia w Galerii Le Guern najnowsze prace. Wspólną cechą „Obrazów rozproszonych” jest tajemniczość odkrywana po zmierzchu

Aktualizacja: 30.01.2008 11:41 Publikacja: 30.01.2008 01:22

Mroczne pejzaże za oknem

Foto: Rzeczpospolita

Niewątpliwie jest jednym z naszych najbardziej utalentowanych i konsekwentnych malarzy. Opanowany i autokrytyczny, nie rwie się z pokazami, zanim nie uzbiera zestawu o spójnym, wyrazistym klimacie.

„Obrazy rozproszone” to mroczne pejzaże. Widoki, które malarz ogląda z okien domu. Nocą, wieczorem, w ciemny, ponury dzień. Puste krajobrazy, na pozór pozbawione akcji i atrakcji. Jednak w tych statycznych kadrach wiele się dzieje. Główną i wieloznaczną rolę odgrywa w nich światło. Bywa liryczne – jak w pracy „Pełnia – listopad”. Innym razem staje się dramatyczne – jak rozpalona do czerwieni zorza, na tle której widnieje Bar Barka, czyli knajpa zakotwiczona na wodach Kanału Żerańskiego. W pracy „Choinka” jarzą się kółka bombek, którymi udekorowane jest drzewko. Bajka, której czas dobiega kresu. Przywołanie bożonarodzeniowych nastrojów.

Nieco dalej – klimaty przedwiosenne. Jeden z nocnych widoków na ogród oświetla żółć forsycji. Poszarpany, nieregularny kształt zajmujący centrum płótna. Dynamiczny, niestały, niemal w oczach rozrastający się na wszystkie strony. W szaroburym otoczeniu krzew strzela w niebo ukwieconymi gałązkami jak fajerwerk. Nie bez powodu ten najwcześniej kwitnący krzak nazywany bywa złotym deszczem.

Zdarza się też, że u Modzelewskiego światło sztuczne konkuruje z naturalnym. Tak jak na płótnie „Lampa, piłka (Jowisz)”, gdzie okrągła ogrodowa lampa staje się ważniejsza od planety, nie wiadomo z jakiego powodu ukazanej w rogu pracy.

Tę sytuację po części tłumaczy inny obraz – „Amator astronomii”. Tu pojawia się sam autor. Okulary, kształt głowy i nosa pozwalają się domyślić, że to Modzelewski. Postać garbi się nad teleskopem. Naśladowca Kopernika? Nie, ten astronom nie śledzi ruchów planet na nieboskłonie. Skierował obiektyw na… reflektor. W jego wszechświecie to najjaśniejszy punkt. Snop światła pada na trawnik, można policzyć każde źdźbło trawy. Poza tym wszystko tonie w ciemnościach. Staje się płaskie jak scenografia filmowa. Zapewniam, to fascynujące płótno. Nie mogłam oderwać oczu, zastanawiając się nad ruchami ciał. Ziemskich.

Reklama
Reklama
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama