Reklama

Barok zmiksują w Wigilię

Stołeczni didżeje myślą już o świętach i na Boże Narodzenie przygotowują miksy muzyki... barokowej i klasycznej. – Dostarczymy klubowiczom mocnych doznań – obiecują

Publikacja: 03.11.2009 10:44

Szynszyl kojarzy się w Warszawie z odpowiednią estetyką i jakością imprez. Za nic nie zmienię tej ks

Szynszyl kojarzy się w Warszawie z odpowiednią estetyką i jakością imprez. Za nic nie zmienię tej ksywki – mówi Paweł DJ Ed Szynszyl Kucharczuk

Foto: Rzeczpospolita

Prowadzący imprezy w klubach prześcigają się w planowaniu oryginalnych zabaw. Ekipa z Sundance Regency zaplanowała już bożonarodzeniowe miksy.

[srodtytul]Barokowy przepis[/srodtytul]

Didżeje Spiro i Eolan zapisują kompozycję na zabawę w Wigilię jak przepis kulinarny: „Skład miksu – perły baroku europejskiego, muzyka królewska i dworska, barok egzotyczny, esencja klasyki i klasycyzmu, muzyka kameralna” – piszą w zaproszeniach.

Przyznają że miks muzyczny „Perfect Sound” zagrają podczas imprez wigilijnych. – Dostarczamy mocnych doznań zmysłowych i spirytualnych na wysokich rejestrach percepcyjnych, wzmacniamy w słuchaczach poczucie bycia liderem i mistrzem w relacjach z klientami, a w klientach poczucie współdziałania z mistrzami – mówią całkiem serio Spiro i Eolan.

– Oryginalne jest to, że miksujemy muzykę klasyczną. Graliśmy już taką choćby w Pałacu Staszica – mówi Michał Górnicki z SR.

Reklama
Reklama

W ramach imprezy grupa proponuje również minirecital harfistki lub kwartetu smyczkowego.

[srodtytul]Edziu mówią do Pawła[/srodtytul]

Didżeje ścigają się nie tylko na pomysły imprez, ale i ksywki. Te przylegają tak mocno, że nawet żony nie używają ich prawdziwych imion.

Popularne, taneczne imprezy jak „Praia Latina Eda Szynszyla” organizują didżeje o oryginalnych pseudonimach. Przy latino można potańczyć co środę w Organzie. Pomysłodawca cyklu Paweł Kucharczuk, czyli DJ Ed Szynszyl, co tydzień zaprasza artystów i tancerki.

Ed zakładał Fundację Kultury Brazylijskiej. Co rok organizuje festiwal „Festa Brasil”. Absolwent Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Jest bardziej rozpoznawalny w Warszawie dzięki swojej ksywce niż nazwisku.

– Jak mówią do mnie w domu? Edziu mówią, żaden tam Paweł. Tak samo ludzie z branży – mówi Kucharczuk Skąd się to wzięło? – 12 lat temu ktoś tak do mnie powiedział.

Reklama
Reklama

Przyznaje, że inni didżeje mają po kilka ksywek. – Ja swojej bym nie zmienił. Bo Szynszyl kojarzy się w Warszawie z jakością imprez. Ksywka jest jak marka, pracowałem na nią wiele lat. Jest oryginalna.

[srodtytul]Burn Reynolds i Kapitan[/srodtytul]

Podobnie jak Kapitana Sparky’ego. Kapitan razem z Edem przed laty tworzyli cykl imprez „Arabski Pępek” z muzykę arabską i hinduską. Kapitan jest ciągle w drodze. Złapaliśmy go przed Versalką na sopockim monciaku. Z kolegą ze swojej ekipy Soul Service Burnem Reynoldsem w tym klubie miksował pierwszy raz. – Skąd kapitan? W zespole Primitivo wykonywałem utwór paszczowy. Potrzebowałem go jakoś nazwać i padło na „Cpt. Sparky” – mówi Michał Lipka.

W biznesie też się pseudo przyjęło. – Ostatnio dzwonił ktoś, kto chciał, bym zagrał w jego klubie, i mówił do mnie całkiem poważnie „Panie Kapitanie” – śmieje się Sparky.

Za to Burn Reynolds mówi o historii swojej ksywki tak mgliście, jak mglista była imprezka, na której pseudonim powstał.

– Mocno zakrapiana była, to zapamiętałem. I film był w TV.

Reklama
Reklama

I taka scena z Burtem Reynoldsem, że jakiś ogień, coś. Ktoś rzucił, że Burn Reynolds. Z przejęzyczenia się wzięła ksywka. Zmieniałem ją. Nawet nie pamiętam, ile ich miałem. Ale od ośmiu lat ten Burn mnie się mocno trzyma.

[srodtytul]Dla ludzi o podobnym poczuciu humoru[/srodtytul]

Aleksander Mazanek, szef agencji muzycznej Soda Music, zdradza, że im bardziej wykręcona ksywka, tym bardziej podnosi rozpoznawalność didżeja.

– Może być tak, że didżej zmieni rodzaj muzyki, jaką gra. Wtedy też może zmienić ksywkę. Ale i tak wszyscy w branży wiedzą, kto gra – dodaje.

Profesor Jerzy Bralczyk, językoznawca, gdy usłyszał ksywki didżejskie, uśmiał się.

Reklama
Reklama

– Takie pseudonimy mają wykazać bezpretensjonalność. One są w modzie. Ich użycie wynika z chęci bycia zauważonym przez ludzi o podobnym poczuciu humoru. Chcą być rozpoznawalni. Stąd bardzo często nazywają się od czapy. Jak na przykład Spacanova. Przecież Pacanów kojarzy się nam z prowincją.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama