To pierwsza tak wyraźna deklaracja szefa europejskiego futbolu w sprawie planów awaryjnych na wypadek, gdyby Ukraina w najbliższych tygodniach nie przekonała UEFA, że jest w stanie zorganizować mistrzostwa Europy.

Platini przedstawił ten pomysł w wywiadzie dla strony internetowej niemieckiego związku piłkarskiego ([link=http://dfb.de" "tsrget=_blank]dfb.de[/link]). Zastrzegł oczywiście, jak wiele razy wcześniej, że planu B nie ma, bo "to oznaczałoby brak wiary w plan A". Zaprzeczył też, jakoby UEFA kiedykolwiek pytała Niemców, czy będą w stanie pomóc.

Ale na pytanie, czy jeśli Ukraina nie przyspieszy, całe ME zorganizuje Polska, odpowiedział tak: "To na pewno jest jedna z opcji – wyznaczyć sześć polskich miast. Ale UEFA może też zapytać Węgry czy Niemcy, czy chcieliby i byli w stanie doskoczyć z dwoma stadionami. Powtarzam jednak, na razie o tym nie myślimy".

Platini powtórzył też, że jeśli gotowy nie będzie Kijów, to mistrzostwa straci cała Ukraina, niezależnie od stanu przygotowań w innych miastach. Pod koniec marca UEFA ostrzegła Ukrainę, że ryzykuje utratę turnieju, a w kwietniu, po wizycie Platiniego i jego spotkaniu z nowym prezydentem Wiktorem Janukowyczem, wyznaczyła ultimatum: dwa miesiące na przyspieszenie prac. Wtedy dyrektor turnieju Martin Kallen wspominał o wariancie z sześcioma miastami, jednak Platini precyzował, że chodziłoby o cztery polskie i dwa ukraińskie.

W wywiadzie dla DFB, o ile został dobrze zrozumiany, Platini pierwszy raz powiedział o sześciu polskich stadionach. To może oznaczać powrót do gry skreślonych wcześniej kandydatur Krakowa i Chorzowa. Ale równie dobrze może znaczyć, że UEFA chce postraszyć Ukrainę mocniej, by nie zwalniała tempa. Tak czy owak, ostateczne decyzje zapadną najpóźniej tego lata.

– Jak zmierzasz w stronę ściany, musisz kiedyś zmienić kierunek – mówił Platini w siedzibie DFB. – Ciągłe odwlekanie tej decyzji nic nie da. W końcu będzie za późno i się zderzymy.