To już ostatnia szansa, by marzenia stały się rzeczywistością. Sytuacja jest jasna: nie można liczyć punktów, kalkulować, co dałby remis, ale też nie trzeba oglądać się na to, co się stanie w drugim meczu – Rosji z Grecją. Jeśli Polacy chcą się znaleźć w gronie ośmiu najlepszych drużyn Europy, muszą we Wrocławiu wygrać z Czechami.
Na razie jest pięknie. Po dwóch meczach ciągle jesteśmy w grze, nie przegraliśmy i pokazaliśmy, że potrafimy podnieść się w trudnych momentach. Z Grecją uratował nas Przemysław Tytoń, broniąc rzut karny, gol Jakuba Błaszczykowskiego w spotkaniu z Rosją dodał jeszcze więcej nadziei. Nasza reprezentacja nie dała się pokonać potędze, nasze orły obrosły w piórka przed ostatnim spotkaniem, które może im dać miejsce w galerii sław polskiej piłki.
Franciszka Smudę musi przestać zadowalać to, że na mistrzostwach Europy osiągnął więcej niż Leo Beenhakker. Jeśli przegra z Czechami, dwa remisy wspominane będą tylko jako zaprzepaszczone szanse. Co prawda Smuda powiedział już, że jego drużyna przeszła do historii, bo wywalczyła dwa punkty na Euro, ale może to był tylko chwilowy przypływ euforii.
Piłkarze mówią co innego: owszem, remis z Rosją dodał nam wiary i przywrócił nadzieję, ale droga do sławy wiedzie przez Wrocław.
Od tego, co wydarzy się w sobotni wieczór, zależy, jak będziemy postrzegać cały turniej. Piłkarze nie powinni pozwolić, by ktoś nagle zgasił światło.
Smuda: presja była przed Grecją
- Radości nie było zbyt dużo. Staraliśmy się wszystko stonować, podejść do sprawy spokojnie. Jesteśmy tak samo skoncentrowani, jak przed poprzednim spotkaniem. To jest najważniejszy mecz w moim życiu, myślę, że także w życiu piłkarzy. O presję już się nie boję. Była tylko przed inauguracją, wtedy także ja jej nie wytrzymałem - przyzał w piątek Smuda.
Trener musi zagrać o zwycięstwo i to może być dla niego trudne. Podobno ciągle szuka rozwiązania, sposobu na Czechów. Rano jest odważniejszy i za kontuzjowanego Dariusza Dudkę wstawia Adriana Mierzejewskiego, wieczorem entuzjazm gaśnie i przychyla się do rozwiązania z Adamem Matuszczykiem.
Mierzejewski zachwycił trenera świetną zmianą w spotkaniu z Rosją, wszedł na boisko w drugiej połowie i zrealizował wszystkie założenia taktyczne. Matuszczyk grał mało nawet w drugoligowej Fortunie Duesseldorf, ale tak jak Sebastian Boenisch należy do pupilków trenera. Obaj mają miejsce w kadrze niezależnie od tego, co się z nimi dzieje w klubach. Gdyby trener postawił na Matuszczyka, taktyka na mecz z Czechami byłaby taka sama jak na remis z Rosją, a potrzbne jest zwycięstwo.
– To nie jest wybór między wariantem ofensywnym a defensywnym. Na Rosję wyszliśmy ponoć bardziej cofnięci, a stworzyliśmy więcej okazji niż z Grecją. To naprawdę nieważne, kto gra. Najważniejsze, żeby szybko przechodzić do kontrataku – mówił w piątek Smuda.
Pytany o szczegóły składu na sobotnie spotkanie stwierdził, że gdyby miał możliwość i nie przeszkadzałyby mu kłopoty zdrowotne zawodników, postawiłby na to samo zestawienie co we wtorek przeciwko Rosji.
W ten sposób rozwiał kilka wątpliwości. Trudno uwierzyć, że ciągle wybiera pomiędzy Przemysławem Tytoniem a Wojciechem Szczęsnym. Tytoń go nie zawiódł, więc zagra także w sobotę. Wczoraj wieczorem na Stadionie Miejskim z drużyną ćwiczyli także narzekający na urazy Damien Perquis i Eugen Polanski. Najmniejsze szanse na występ daje się Dudce.
Polanski: to Czesi będą mieli problem
– Wiemy, że to ważny mecz dla całego kraju. Historyczny, bo zwycięstwo i wyjście z grupy będzie pierwszym sukcesem po wielu latach oczekiwania. To Czesi będą mieli więcej problemów z nami niż my z nimi. Jaka jest taktyka na sobotni mecz? Przepraszam za wyrażenie: musimy wyjść i nap.... – mówił na oficjalnej konferencji Eugen Polanski, jedno z odkryć turnieju w naszej reprezentacji. Dziennikarze się śmiali, dyrektor kadry Tomasz Rząsa trochę się zaczerwienił.
W ostatnich wielkich turniejach Polacy w meczach o uratowanie szans musieli mierzyć się z potęgami: na mundialach – w 2002 roku z Portugalią i w 2006 z Niemcami, na Euro 2008 z Chorwacją. Teraz jest inaczej, drużyna ma wiarę i nadzieję, bo nie gra ze światową potęgą, ale z rywalem, który jest na zakręcie. W reprezentację Czech nie wierzą jej kibice, media, pierwszy raz od dawna pociąg z Pragi nie przywiózł na turniej wagonu gwiazd, ale piłkarzy młodych i zdolnych, wzmocnionych obecnością Petra Cecha i Tomasa Rosickiego.
Rosicky wczoraj jeszcze nie trenował, ale podobno przeciwko Polsce zagra od pierwszej minuty. Tego chce trener Michal Bilek, bo jego zdaniem bez gracza Arsenalu walczyć o korzystny rezultat będzie ciężko.
– Nie mam żadnego komfortu, Czesi to klasowy rywal. Po losowaniu mówiono, że to łatwa grupa, a tutaj przed ostatnią kolejką nadal wszyscy mają szansę na awans do ćwierćfinału. Oglądałem mecze Czechów z Grecją i Rosją. Grali bardzo dobrze, przed utratą trzeciego gola przez Czechów spotkanie z Rosjanami wcale nie było rozstrzygnięte – mówił Smuda.
W sobotę o 22.30 wszystko będzie jasne. Albo Polska wpadnie w tygodniową euforię, przygotowując się do piątkowego ćwierćfinału – na przykład z Niemcami w Gdańsku, albo zacznie się żałoba narodowa i grzebanie w ranach.
Jedno jest pewne: tak blisko sukcesu nie byliśmy od lat.
Polska
Przemysław Tytoń
Łukasz Piszczek
Marcin Wasilewski
Damien Perquis
Sebastian Boenisch
Rafał Murawski
Adam Matuszczyk
Eugen Polanski
Jakub Błaszczykowski
Robert Lewandowski
Ludovic Obraniak
Czechy
Petr Cech
Theodor Gebreselassie
Tomas Sivok
Michal Kadlec
David Limbersky
Petr Jiracek
Tomas Huebschman
Jaroslav Plasil
Tomas Rosicky
Vaclav Pilar
Milan Baros
Sędzia
: Craig Thomson (Szkocja)