Janusz Piechociński przesyła tysiącom Polaków e-maile dotyczące np. gospodarki kraju. To dobry sposób na prowadzenie polityki?

Wicepremier nie jest wyjątkiem. Obecność w mediach społecznościowych czy wysyłanie newsletterów na pocztę elektroniczną to metody często stosowane w polityce i niezwykle skuteczne. Można w ten sposób dotrzeć do wyborców na szeroką skalę. Jest to bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych czy Europie Zachodniej.

Nie podlega to pod spam?

Spam to komunikacja, która jest niepożądana. Zapisując się na newsletter, wyrażamy zgodę na otrzymywanie tych treści. Zresztą zawsze można się wypisać. Trzeba pamiętać, że Janusz Piechociński prowadzi tę działalność od dawna i w sposób regularny. Trudno byłoby mi uwierzyć, że korzysta z adresów pozyskanych nielegalnie.

Piechociński powiedział, że zgromadził kilkaset tysięcy adresów dzięki wizytówkom i zgłoszeniom internautów. Czy to możliwe?

Jestem w stanie sobie to wyobrazić, lecz kilkaset tysięcy to rzeczywiście bardzo dużo.

Skąd w ogóle bierze się spam?

W pojęciu ogólnym – z chęci zarabiania; jest to prosty i tani sposób uprawiania marketingu. Wysłanie maila nic przecież nie kosztuje.

Niepożądane wiadomości są groźne?

Niekiedy tak. Mogą być wykorzystywane do celów nielegalnych, jak zawirusowanie komputera albo wyłudzenie danych personalnych.

Jakie są sposoby spamowania?

Trudno powiedzieć – nigdy tego nie robiłem (śmiech). Z punktu widzenia spamerów kluczowe są różne metody budowania baz danych. Jedną z nich jest pozyskiwanie zamieszczonych w internecie adresów mailowych poprzez specjalne programy. Jednakże można się przed nimi obronić stosując różne sztuczki - np. zamiast udostępniać maila w formie tekstowej, można wkomponować go w obrazek.

Jak jeszcze bronić się przed spamem?

Ważny jest wybór poczty z odpowiednim systemem antyspamowym, wprowadzenie odpowiednich ustawień skrzynki elektronicznej, a – przede wszystkim – krytyczne podejście do wiadomości o wątpliwym pochodzeniu. Jeżeli dostaniemy e-maila, który jest kiepsko przetłumaczony przez internetowego tłumacza, o treści: „Pewien mieszkaniec Nigerii odziedziczył fortunę, nie wie co z nią zrobić i oferuje 10 proc. jeżeli mu pomożesz. Skontaktuj się z Nigeryjczykiem, wyślij swoje dane" - to nie powinniśmy wierzyć. Niestety, niektórzy nabierają się na podobne hasła.

- rozmawiał Łukasz Lubański