Reklama

Jak wzmocnić polski przemysł

W ciągu ostatnich 25 lat Polska z zacofanej gospodarki postsocjalistycznej przeistoczyła się w znaczącą bazę przemysłową o europejskim znaczeniu.

Publikacja: 05.07.2015 16:42

Bogdan Rogala

Bogdan Rogala

Foto: Rzeczpospolita

 

Prosperują u nas zarówno rodzime przedsiębiorstwa zbudowane po okresie transformacji od zera, sprywatyzowane i zrestrukturyzowane zakłady pamiętające PRL, jak i zagraniczne inwestycje typu greenfield. Możemy być szczególnie dumni z tych pierwszych – powstawały od podstaw w niełatwych warunkach, mozolnie budując swoją pozycję na krajowym rynku. W ostatnich latach niektórym z nich udało się wejść na rynki zagraniczne i rozwijać się poprzez eksport.

Dlaczego na ulokowanie swoich zakładów produkcyjnych w Polsce zdecydowało się tak wiele firm z zagranicy? Jeszcze w latach 90. ubiegłego stulecia mogliśmy im zaoferować przede wszystkim dostęp do znaczącego i szybko rosnącego polskiego rynku oraz konkurencyjne koszty pracy. Na przełomie wieków, wraz z otwarciem się na świat chińskiej gospodarki, zaczęliśmy jednak tracić ten atut, a fabryki amerykańskich oraz zachodnioeuropejskich gigantów coraz chętniej relokowały swoją produkcję i zakupy na Daleki Wschód. Mimo że w ostatnich latach ceny wyrobów i komponentów z Państwa Środka wyraźnie wzrosły, to pod względem kosztów produkcji Chińczycy nadal pozostają konkurencyjni w stosunku do państw Europy Środkowej. Dysponujemy dziś jednak pewnymi atutami, których nie są w stanie zaoferować.

Pierwszym z nich jest „lokalność". Umiejscowienie w samym sercu wielkiego rynku europejskiego zmniejsza koszty związane m.in. z logistyką oraz transportem towarów, a także skraca jego czas. Jesteśmy też dobrym miejscem do budowania przyszłego eksportu na inne kontynenty – chociażby do znajdującej się względnie blisko Afryki czy na Bliski Wschód. Po drugie, sprzyjają nam światowe trendy. Rynek jest w tej chwili mało przewidywalny, co wymaga niezwykłej elastyczności produkcji, a wiele spośród zlokalizowanych w Polsce zakładów potrafi szybko i skutecznie reagować na zmieniające się potrzeby klientów. Rozwija się też sprzedaż online, do czego niezbędny jest bardzo sprawny serwis logistyczno-informatyczny. W sektorach tych polskie firmy radzą sobie dobrze. Po trzecie wreszcie, wielką rolę odgrywają czynniki miękkie. Jesteśmy krajem stabilnym politycznie, mającym bogate tradycje przemysłowe, a także zbliżonym kulturowo do państw, z których wywodzą się inwestujące u nas firmy. Naszym atutem jest też przedsiębiorczość oraz postawy polskich pracowników, którzy uchodzą za zmotywowanych i zaangażowanych.

Największym jednak błędem byłoby w tym momencie popaść w samozachwyt. Myślmy o kolejnych wyzwaniach. W moim odczuciu w najbliższych latach powinniśmy się skupić na dwóch rzeczach – utrzymaniu w Polsce obecnej bazy produkcyjnej oraz pobudzaniu polskiego przemysłu do wspinania się w łańcuchu wartości, jeśli chodzi o wartość dodaną produkcji oraz działalność badawczo-rozwojową. Obecnie przeważa u nas produkcja niskomarżowa o ograniczonej innowacyjności. Innymi słowy: ktoś nam mówi, co mamy wytworzyć jako podwykonawca, i w związku z tym jego udział w podziale wartości jest dominujący. Jak zmienić tę sytuację? Bardzo wiele zależeć będzie od tworzonych przez państwo regulacji. Pomyślmy chociażby, jakie korzyści mogłyby się wiązać z organizacją przetargów publicznych, które w różnych sektorach gospodarki obligowałyby uczestników do wykorzystywania najnowocześniejszych technologii. Z jednej strony byłoby to bodźcem rozwojowym dla polskich firm chcących zwiększać swoją innowacyjność. Ucierpiałyby na tym oczywiście przedsiębiorstwa niechętne zmianom, które i tak niebawem musiałyby jednak ograniczyć lub zamknąć przestarzałą produkcję.

Reklama
Reklama

Z drugiej strony innowacyjne firmy mogłyby wykorzystać skalę krajowego rynku, nabierając impetu do dokonania późniejszej ekspansji zagranicznej. Najlepszym tego przykładem jest PESA, która w dużej mierze dzięki wygranym przetargom dla polskich samorządów mogła wyjść dalej na rynki eksportowe naszego regionu. Gdzie bowiem łatwiej zaistnieć i ugruntować swoją pozycję niż na własnym podwórku, gdzie zna się kulturę, język, kanały dystrybucyjne itd.? Im więcej firm idących tą drogą, tym więcej korzyści dla całej gospodarki, w postaci m.in. eksportu, dobrych miejsc pracy czy wzrostu płac. Ważne też, byśmy dostrzegli, jak duże rezerwy produktywności wciąż drzemią w polskich przedsiębiorstwach. Co prawda nasza baza przemysłowa dysponuje nowoczesnym parkiem maszynowym oraz wykwalifikowanymi kadrami, lecz wiele jest jeszcze do zrobienia po stronie postaw i kompetencji, związanych chociażby z pracą zespołową czy zarządzaniem projektami. Duża tu rola systemu edukacji, który powinien uczyć młodych Polaków m.in. tego, jak myśleć procesowo, jak adaptować się do zmian, jak pracować z innymi kulturami, jak współpracować wirtualnie. I na sam koniec – nie dopuśćmy, by nasz wysiłek został zmarnotrawiony przez biurokrację. Gąszcz zmieniających się przepisów, przez który muszą się przedzierać funkcjonujące w naszym kraju firmy, pochłania znaczną część ich czasu oraz energii, które mogłyby spożytkować na swój rozwój. Bez redukcji barier prawnych i zmiany mentalności wspierającej przedsiębiorczość trudno nam będzie zwiększyć tempo rozwoju.

Autor jest wiceprezesem Philips Lighting Poland SA, członkiem Rady Programowej Kongresu Obywatelskiego

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama