„Górka" grał na Konwiktorskiej w latach 50. i 60. Wcześniej, na błoniach Stadionu Dziesięciolecia wypatrzył go poszukiwacz talentów, legenda powojennych Czarnych Koszul Jerzy Szularz. Trenowali go też inni słynni piłkarze: Władysław Szczepaniak i Edward Brzozowski. Z Andrzejem Strejlauem „Górka" grał w reprezentacji Warszawy juniorów. Dopóki jednak Polonia występowała w II lidze, w pierwszej jedenastce wychodzili lepsi niż on. Szczęście, które się do niego uśmiechnęło, było zarazem nieszczęściem Polonii. Jesienią 1961 roku spadła do trzeciej ligi i na ostatni mecz, z Garbarnią do Krakowa, pojechała drużyna z kilkoma rezerwowymi. W ten sposób Jurek rozegrał 90 minut w drugiej lidze, ale za to w pierwszej drużynie Polonii.

„Górka" miał już wtedy za sobą debiut poetycki we „Współczesności" i wkrótce literatura wygrała z futbolem. Przez lata Jurek tworzył nierozłączną parę z Krzyśkiem Mętrakiem, również poetą i pisarzem, ale przede wszystkim krytykiem filmowym. Byli żywym świadectwem związków sportu z kulturą, ozdobą salonu „U Zaorka", w ursynowskim mieszkaniu Janusza Zaorskiego, gdzie wszyscy chcieli oglądać transmisje meczów, ale dopuszczani byli nieliczni.

Jurek był też napastnikiem dziennikarskiej drużyny FC Publikator, z którą przemierzaliśmy polskie boiska. Kiedy na jakimś słabym meczu Polonii chcieliśmy poprawić sobie nastrój, przypominaliśmy, jak z mojego podania Jurek strzelił głową bramkę oldbojom Lublinianki na jej stadionie.

Lubiłem jego prozę. Zwłaszcza wspomnienia z dzieciństwa i młodości, spędzonych na Pradze – przy Wileńskiej, Stalowej, 11 Listopada. Jurek miał staroświecki zwyczaj wysyłania kartek i listów. W książce „Dziennik zdarzeń i dopowiedzeń" wciąż mam kartkę z zaproszeniem na promocję i prośbę łączącą się z 70. rocznicą jego urodzin: o koszulkę reprezentacji Polski z tym numerem i jego nazwiskiem.

W pierwszym wydaniu „Mojej historii futbolu" zamieściłem otrzymaną od niego starą pocztówkę, na której stoją piłkarze SK Polaban Nymburk, a wśród nich Bohumil Hrabal. „Górka" napisał: „Chętnie byśmy zagrali w tej drużynie, Stefciu".

Chorował od kilkunastu lat. Najpierw na serce, potem już na wszystko. Niemal do końca był wierny zasadzie, którą usłyszał od Tadeusza Różewicza: „Nie wypuszczaj pióra z ręki". Miał 77 lat.