Prawie 700 razy interweniowali strażacy ostatniej nocy i rano, gdy orkan Fryderyka przechodził przez Polskę. Wyjeżdżali głównie z powodu powalonych drzew.

Na szczęście po przejściu przez zachodnią Europę stracił na impecie - największa prędkość wiatru zanotowana w Polsce to 115 km na godzinę.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa poinformowało, że wszystkie drogi kolejowe i wszystkie drogi krajowe  są przejezdne, utrudnienia mogą wystąpić jedynie lokalnie.

Uszkodzonych jest 65 budynków, w tym 45 mieszkalnych.

Najpoważniejsze zdarzenie w Polsce spowodowane przez Fryderykę to zerwanie dachu z domu w Ustroniu Śląskim, w którym mieszka 15 rodzin. Oprócz tego powalonych zostało kilkaset drzew, zerwane są linie energetyczne

Niebezpiecznie było w województwach zachodnich i południowych - w Wielkopolsce, na Górnym Śląskim, Małopolsce, na Podkarpaciu i w Lubuskiem.

Jak na Twitterze zapewnił premier Morawiecki, sytuacja była monitorowana na bieżąco. O godzinie 9 premier spotkał się z szefami MSWiA, ministerstwa zdrowia i energii, by omówić sytuację po przejściu orkanu.

W Europie Zachodniej Fryderyka dokonała prawdziwych spustoszeń - sparaliżowała ruch powietrzny, wstrzymane zostało kursowanie wielu pociągów. Zginęło 9 osób.

Tak wiało w Holandii - tam wiatr osiągał prędkość 160 km na godzinę.