Reklama

W zdrowym ciele mieszka chory duch

W niedzielę Brazylia – Wybrzeże Kości Słoniowej. Mecz o awans, powrót brazylijskiego piękna i o honor Afryki

Aktualizacja: 19.06.2010 15:43 Publikacja: 19.06.2010 02:22

Od Kaki oczekuje się, że będzie lepiej kierował grą drużyny

Od Kaki oczekuje się, że będzie lepiej kierował grą drużyny

Foto: Fotorzepa

Albo dziennikarze z Brazylii Dungi mają już tak dość, że nawet nie chce im się go zaczepiać, albo rzeczywiście dostrzegli, że problemem reprezentacji nie jest tylko zachowawczy trener.

Po wstydliwie brzydkim zwycięstwie nad Koreą Północną najmocniej dostało się Kace i Luisowi Fabiano. Za to, że obrońcę Maicona bardziej ciągnęło w stronę bramki niż ich, że Kaka prowadził drużynę w znanym tylko sobie kierunku i nie dalej niż trzy kroki w przód, a Luis Fabiano był bladym cieniem napastnika pamiętanego z meczów Sevilli.

Pamiętanego coraz słabiej, bo w ostatnim sezonie częściej się leczył, niż strzelał gole. Tak jak i Kaka, który z powodu problemów z pachwiną – zmora współczesnego piłkarza – cały mecz o punkty zagrał ostatni raz w lutym. Z Koreą Północną wytrwał 77 minut i pojawiają się głosy, że może nic na siłę, a większą pomocą dla drużyny będzie np. Julio Baptista.

Kaka niby nie czuje już bólu, ale to powrót podobny do ozdrowienia Andresa Iniesty. Ciało pozwala grać, ale w głowie ciągle jest niepewność. W przypadku Kaki podwójna, bo jego pierwszy rok w Realu był porażką pod każdym względem. Z MilanLab trafił w ręce lekarzy z Madrytu i pachwina dokuczała coraz mocniej.

Był kupowany jako najdroższy piłkarz świata, przyjechał po świetnych meczach z Brazylią w Pucharze Konfederacji, ale już kilka dni później transferowy rekord pobił Cristiano Ronaldo i to na niego były skierowane wszystkie światła. Kaka nie tylko nie dostał od kibiców tyle czułości co w Mediolanie, ale zdarzały się na Santiago Bernabeu gwizdy, gdy schodził z boiska, i oskarżenia, że kontuzja to wymówka, żeby siły oszczędzać na mundial.

Reklama
Reklama

Pierwszy mecz w RPA pokazał, że o wymówkę nie chodziło. Ale Brazylii wcale nie jest od tego lżej. A każdy dobry mecz Argentyny jeszcze bardziej komplikuje sytuację, bo kibice pięciokrotnych mistrzów świata wiele zniosą, ale nie pozwolą, żeby biało-niebieskie było ładniejsze od kanarkowego.

Meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej Brazylia nie może przegrać, bo wówczas obowiązkiem będzie zwycięstwo nad Portugalią w finale rundy grupowej. A Portugalia to Cristiano Ronaldo, Kaka będzie jeszcze bardziej spięty, po co ryzykować. Tym bardziej że mecz z WKS może się okazać łatwiejszy niż ten z Koreą.

Z Koreańczykami Brazylijczycy mogli tylko stracić, bo zwycięstwo było oczywistością i nikłą wygraną uznano za porażkę. Brazylii walczącej z Didierem Drogbą i górą mięśni, która za nim stoi, kibice łatwiej wybaczą, jeśli cel uświęci środki. Marzy im się powrót piękna, ale na razie chcą awansu. Rywale będą musieli atakować, gra na remis oznacza zdanie się na licytację, kto strzeli więcej goli Korei Płn. (jeśli w ostatniej kolejce Brazylia zremisuje również z Portugalią), a to, jak już widać, dość ryzykowne.

Wybrzeże Kości Słoniowej miało być banderą całej grupy afrykańskich drużyn rozgrywających na swoim kontynencie wielkie mistrzostwa. Teraz walczy o to, by Ghana i Algieria nie zostały przed ostatnią kolejką jedynymi drużynami z szansami awansu. Koniec żartów. Drogba, w meczu z Portugalią rezerwowy, jeszcze oszczędzający operowane niedawno ramię, z Brazylijczykami ma zagrać od początku.

[i]—Paweł Wilkowicz z Port Elizabeth[/i]

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama