Jak wytłumaczyć taki wybuch agresji, do jakiego doszło w Zielonej Górze. Przyczyną był przecież wypadek drogowy.
Prof. Jacek Kurzępa: Spontaniczna i naturalna eksplozja radości młodych ludzi po sportowym zwycięstwie została zamknięta śmiercią jednego z nich. Tu tkwi sedno absurdalności sytuacji i reakcji nieadekwatnej do impulsu, jakim był tragiczny, ale nieumyślny, wypadek. W pewnym stopniu do wybuchu mogła się przyczynić ostentacyjna demonstracja siły policji. Ale na wszystko nałożyła się ogólna negatywna narracja polityków wobec kibiców. A teraz zabito im radość ze sportowego sukcesu.
Jak duży wpływ mogła mieć atmosfera, w której kibice współodpowiadają za wybryki stadionowych chuliganów?
Znam Zieloną Górę, znam tamtejszych kibiców żużla. Zresztą na meczach żużlowych nie dochodzi do sytuacji znanych ze stadionów piłkarskich. Wybuch wziął się z poczucia, że zostali wrzuceni do jednego worka ze stadionowymi bandytami. Kibice mają prawo być przewrażliwieni, mają prawo do poczucia niesprawiedliwego traktowania, bo odbieranie widzom aren sportowych, zbiorowa represja to w istocie odbieranie im godności, nieuznawanie prawa do wyrażania radości i smutku, niekoniecznie związanego z dewastowaniem mienia.
Pobici policjanci, zdemolowane radiowozy i komisariat... Tłum znalazł sobie winowajcę?
Policjanci zbierają owoce nieodpowiedzialnych wypowiedzi polityków. Tłum zna- lazł kozła ofiarnego, bo to nie policja jest narratorem ustawiającym kibiców do kąta. Jest uosobieniem władzy, a to ona określiła kibiców tak, a nie inaczej, w publicznym dyskursie.
Specjalna grupa ma sprawdzić, jak zabezpieczano imprezę. Czy nie będzie to odebrane jak prowokacja?
Być może to kwestia procedur, ale przecież mecz nie miał nic wspólnego z wypadkiem drogowym. To klejenie odrębnych zdarzeń, które łączą tylko czas i miejsce. A wymowa jest jednoznaczna: to odwracanie kota ogonem i robienie z policjantów kozła ofiarnego przez polityków, którzy powinni raczej dokonywać odpowiedzialnych ocen społecznych, a nie pozbawiać całe grupy prawa do szacunku.
Takie niekontrolowane, ekstremalne wybuchy młodzieży miały miejsce w Europie, ostatnio w Londynie. Czy też mają głębsze społeczne tło?
Sport to ucieczka od realnych problemów, doskwierającej rzeczywistości, daje wytchnienie od codziennego byle jakiego życia, liczenia się z każdym groszem. Jeśli odbiera się i ten azyl, to wściekłość sięga zenitu. Wydarzenie sportowe, na dodatek zakończone sukcesem, jest jak święto. W Zielonej Górze młodzież uznała, że zbrukano to święto. I to dało dodatkowy upust frustracjom, które gnębią ją na co dzień.
rozmawiał Jarosław Kałucki