Reklama

Kiedy właściciel ponosi odpowiedzialność deliktową na zasadzie ryzyka

Właściciel warsztatu, w którym do kanału naprawczego wpadł klient, nie odpowiada za zdarzenie ani na zasadzie winy, ani ryzyka.
Kiedy właściciel ponosi odpowiedzialność deliktową na zasadzie ryzyka

Foto: www.sxc.hu

Małżonkom T. zepsuł się samochód. Pogotowie drogowe przewiozło go do warsztatu w Lublinie. Jan T. zdecydował, że samochód zostanie przetransportowany do warsztatu w jego mieście. Podczas wpychania go na lawetę Jan T. wpadł do kanału naprawczego. Wyszedł z niego o własnych siłach. Mimo bólu nie zgodził się na przewiezienie do szpitala. Dopiero wieczorem zgłosił się na pogotowie. Tam stwierdzono złamanie trzech żeber i stłuczenie płuc. Jan T. odmówił hospitalizacji. Trzy dni później zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że powodem mogły być obrażenia po upadku.

Żona i córka odpowiedzialnością za śmierć Jana T. obciążyły właściciela warsztatu. Domagały się odszkodowania i zadośćuczynienia. Twierdziły, że właściciel ponosi odpowiedzialność deliktową na zasadzie ryzyka (art. 435 § 1 k.c.). Sąd Okręgowy w Lublinie oddalił powództwo. Przypomniał, że taka odpowiedzialność oparta jest na założeniu, że samo funkcjonowanie zakładu wprawionego w ruch za pomocą sił przyrody stwarza niebezpieczeństwo wyrządzenia szkody niezależnie od działania lub zaniechania prowadzącego, chyba że szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo tylko z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej. Sąd uznał, że warsztatu nie można uznać za zakład wprawiany w ruch za pomocą sił przyrody, „bo najważniejszym czynnikiem jest mechanik i jego zdolności manualne".

Sąd nie dopatrzył się też odpowiedzialności właściciela warsztatu na zasadzie winy. Stwierdził, że poszkodowany wszedł do warsztatu wbrew obowiązującym zakazom i nie zachowując należytej ostrożności, postanowił pomóc pracownikom wepchnąć samochód na lawetę. Wprawdzie ci nie zapobiegli temu, ale sąd dał wiarę ich zeznaniom, że byli zajęci samochodem i nie zauważyli poszkodowanego.

Sąd podniósł, że warsztat spełnia wszystkie normy i certyfikaty bezpieczeństwa, wyraźne informuje o zakazie wstępu na jego teren osób nieupoważnionych oraz ostrzega przed otwartymi kanałami naprawczymi. Nadto poszkodowany odmówił zgody na zawiezienie go na pogotowie ratunkowe, a później na hospitalizację.

Sąd Apelacyjny w Lublinie (sygn. IACa 654/14) utrzymał wyrok w mocy. Podniósł, że kwestia, czy warsztat samochodowy odpowiada na zasadzie ryzyka, jest niejednoznaczna, ale w tym przypadku wpływ sił przyrody i funkcjonowania warsztatu na zdarzenie w żadnej mierze nie pozostawał w związku przyczynowym. Sąd podkreślił, że winien wypadku był wyłącznie poszkodowany, co zwalnia pozwanego od odpowiedzialności na zasadzie ryzyka. Jan T. zlekceważył zakazy, samowolnie wszedł do warsztatu, zignorował kolejne ostrzeżenia. Nie bez znaczenia była także jego późniejsza nieracjonalna odmowa przyjęcia pomocy medycznej.

Reklama
Reklama

sygnatura akt: IACa 654/14

Podatki
Przelewu od żony lub męża nie musisz zgłaszać. Ale są wyjątki
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Prawo drogowe
Duże zmiany dla kierowców. Pojawi się nowa przesłanka zatrzymania prawa jazdy
Prawo w Polsce
Będzie nowy obowiązek dla właścicieli psów. Rząd przyjął projekt ustawy
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Praca, Emerytury i renty
13. emerytura nie dla każdego. Ci seniorzy nie otrzymają świadczenia
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama