Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób konflikt w rejonie Cieśniny Ormuz uderza w polskich eksporterów żywności.
  • Dlaczego koszty transportu morskiego wzrosły nawet pięciokrotnie, a czas dostawy przekracza dwa miesiące.
  • Jakie alternatywne szlaki logistyczne wybierają firmy i dlaczego one również stają się niewydolne.

Według danych Ministerstwa Rolnictwa w 2025 r. eksport polskich produktów rolno-spożywczych do Arabii Saudyjskiej osiągnął 245 mln euro, a do Zjednoczonych Emiratów Arabskich 152 mln euro. W tym roku te kwoty będą trudne do przebicia z uwagi na ogromne problemy z logistyką.

W związku z konfliktem i ograniczeniami w żegludze w rejonie Cieśniny Ormuz zamiast standardowych 30 dni transport morski trwa średnio 45-50 dni, a w skrajnych przypadkach nawet do 70 dni.

Cios w eksport

Wśród ważnych kategorii eksportowych na rynki bliskowschodnie znajdują się wyroby piekarnicze i cukiernicze, sery oraz mleko w proszku, syropy cukrowe, a także mięso drobiowe i jaja.

Czytaj więcej

Złe wiadomości z rynku gazu po złych wiadomościach z cieśniny Ormuz

Zakłócenia w rejonie to poważne wyzwanie dla polskich eksporterów. W transporcie lotniczym sytuacja stopniowo się normalizuje, choć dostępność przestrzeni cargo pozostaje ograniczona, a stawki są nawet dwu- lub trzykrotnie wyższe niż przed kryzysem – wskazują eksperci Logwin, opierając się na bieżących obserwacjach zespołów spedycyjnych w Polsce oraz lokalnych oddziałów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej.

W ostatnich dniach ponownie nasiliły się ataki w rejonie Cieśniny Ormuz. W ubiegłym tygodniu doszło również do zatonięcia kontenerowca GFS Pride. Dla polskich firm oznacza to konieczność przygotowania się na kolejne tygodnie, a być może miesiące funkcjonowania w warunkach wysokich kosztów, wydłużonych terminów dostaw i ograniczonej przewidywalności transportu.

– Kraje Zatoki Perskiej w dużym stopniu opierają się na imporcie maszyn, urządzeń, pojazdów, dóbr konsumpcyjnych i właśnie żywności. Towary europejskie są tam często postrzegane jako produkty premium, co tworzy dodatkowe możliwości dla eksporterów z Polski – mówi Piotr Sprzęczka, regionalny dyrektor zarządzający Logwin CEE. – Utrudniony dostęp do głównych portów, przeciążenie alternatywnych terminali, skokowy wzrost kosztów i wydłużony czas transportu sprawiają, że konieczne jest szukanie nowych rozwiązań – dodaje.

Drogie kontenery

Rosnące ograniczenia systematycznie wyhamowują eksport z Polski do regionu Zatoki Perskiej. W reakcji na skokowy wzrost opłat część firm wstrzymała kolejne wysyłki lub znacząco je ograniczyła. Powodem są jednak nie tylko większe koszty, ale także kwestie techniczne związane z przewozem produktów wrażliwych na zmiany temperatury lub z krótkim terminem przydatności.

– Znaczną część polskiego eksportu do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i innych krajów regionu stanowią produkty spożywcze, trafiające m.in. do lokalnych sieci supermarketów. Wiele z nich wymaga przewozu w kontenerach chłodniczych (tzw. reeferach), które muszą utrzymywać odpowiednią temperaturę przez całą podróż. Przy transporcie trwającym nawet dwa miesiące, a także ryzyku zmiany trasy, dodatkowych przeładunków i postojów, zapewnienie właściwych warunków przewozu staje się wyzwaniem operacyjnym – tłumaczy Magdalena Siemiątkowska, menedżer ds. eksportu morskiego w Logwin Poland.

Czytaj więcej

Dwa tankowce stanęły w ogniu. Znów niespokojnie w pobliżu cieśniny Ormuz

Port Jebel Ali w Dubaju był dotychczas jednym z głównych punktów przeładunkowych obsługujących polski eksport do krajów Zatoki Perskiej. Aby zapewnić ciągłość dostaw, operatorzy logistyczni korzystają z kilku alternatywnych rozwiązań. Część ładunków jest kierowana do portów Khor Fakkan i Fujairah, a następnie przewożona drogą lądową do Dubaju. Inną możliwością jest transport morski do portów położonych przed Cieśniną Ormuz i dalszy przewóz koleją lub transportem drogowym. Jeszcze inną pozostaje przeładunek w porcie Salalah w Omanie, a w kolejnym etapie transport mniejszymi statkami do Jebel Ali.

Rosnące zainteresowanie alternatywnymi portami sprawiło jednak, że one również mierzą się z przeciążeniem. Według obserwacji firm logistycznych z końca września opóźnienia w obsłudze statków w portach Sohar i Salalah wynosiły średnio 3-5 dni. Obecnie sytuacja w części portów jest znacznie trudniejsza – z powodu zatorów niektóre wysyłki zostały całkowicie wstrzymane. W pierwszej kolejności konieczne jest rozładowanie nagromadzonych ładunków i przywrócenie przepustowości terminali. Dopiero po udrożnieniu portów możliwe będzie wznowienie kolejnych wysyłek.

Czytaj więcej

Cieśnina Ormuz to nie tylko ropa, ale też globlany internet. Iran sugeruje atak

Sytuacja w transporcie lotniczym jest wyraźnie lepsza niż w morskim, choć również tutaj utrzymują się ograniczenia. Ma to tym większe znaczenie, że kierunki bliskowschodnie od lat należą do ważnych tras polskiego eksportu lotniczego, a popyt na przewozy pozostaje wysoki.

Przestrzeń cargo jest obecnie dostępna na poziomie około 70-80 proc. w porównaniu z okresem sprzed kryzysu. Loty bezpośrednie z Polski do Dubaju są realizowane, a lotniska w sąsiednich krajach, w tym w Katarze i Bahrajnie, codziennie obsługują przewozy towarowe. Jednak do dziś nie wszyscy przewoźnicy odbudowali siatkę połączeń w regionie. LOT 17 października poinformował o zawieszeniu połączeń na kierunkach bliskowschodnich do końca sezonu zimowego. Z kolei British Airways planuje wznowienie wybranych połączeń dopiero od listopada.