Romney doskonale wybrał miejsce swego wystąpienia - mówił do kadetów prestiżowej akademii wojskowej w Lexington w Wirginii. W dniu, w którym przemawiał, media ujawniły wyniki sondażu, zgodnie z którym Romney ma otrzymać w wyborach dobrze ponad 70 proc. wyborców w mundurach.
W swym wystąpieniu Romney oskarżył Obamę o to, że przegrywa wojnę z terroryzmem. Nie wspominając np. o zabiciu Osamy bin Ladena Romney skupił się na ostatnich wydarzeniach w Libii. Według niego niechęć Obamy do przewodniczenia krajom koalicji antyterrorystycznej spowodowała, że Ameryka nie prowadzi skutecznej wojny z Al-Kaidą i jej odłamami w różnych krajach.
- Dziś prawdopodobieństwo wojny na Bliskim Wschodzie jest większe niż kiedy prezydent odejmował stanowisko - mówił Romney. - Ci, którzy przeprowadzili atak na naszego ambasadora w Libii, są wyłącznie odpowiedzialni za jego śmierć, ale naszym obowiązkiem jest przewodzenie walce z tymi ludźmi.
Romney sporo czasu poświęcił różnicom w stanowisku Waszyngtonu i Jerozolimy w sprawie Iranu. To celowy zabieg - Romney walczy o głosy wyborców pochodzenia żydowskiego. - Poprawię współpracę naszych sił zbrojnych - mówił kandydat Republikanów o wspólnej kampanii USA i Izraela przeciwko irańskiemu programowi nuklearnemu.
Obiecał też, że jako prezydent odwoła redukcję budżetu wojskowego i m.in. będzie budował 15 okrętów rocznie, w tym trzy nowe okręty podwodne. - Zbuduję skuteczną tarczę antyrakietową i nie będę tego negocjował z Władimirem Putinem - dodał odwołując się do głośnej rozmowy Obamy z ówczesnym prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem, podczas której Obama mówił o negocjacjach z Putinem właśnie w sprawie przyszłości tarczy.
Romney powiedział także, że wymusi na członkach NATO wywiązanie się z obowiązku przeznaczania 2 proc. swego PKB na armię.
Polityka zagraniczna będzie tematem drugiej debaty Romneya i Obamy za tydzień.