Dr Rafał Bugyi, prezes TRUMPF Hüttinger, odpowiadającego za elektronikę w niemieckiej grupie TRUMPF, nie ma wątpliwości, że żadne państwo nie zbuduje dziś całego łańcucha produkcji półprzewodników samodzielnie. – Amerykańskie firmy są w stanie wiele zrobić, ale czy Ameryka jest w stanie wszystko zrobić sama? Odpowiedź brzmi: nie – mówi.

Reklama
Reklama

Z Politechniki do serca litografii

Firma, którą kieruje, wyrosła ze spółki Advanced Converters, założonej w 1995 r. przez prof. Antoniego Dmowskiego z Politechniki Warszawskiej i jego doktorantów. W 2007 r. połączyła się z TRUMPF. Dziś w zakładach pod Warszawą i w stolicy powstają zasilacze, bez których nie ruszyłaby produkcja najbardziej zaawansowanych chipów.

Najnowocześniejszą litografię, opartą na skrajnym ultrafiolecie (EUV), ma na świecie tylko holenderski ASML. Jego maszyny korzystają z laserów TRUMPF, a te zasilane są przez elektronikę rozwijaną m.in. w Polsce. – Nikt na razie nie potrafi zbudować takiego lasera równie dobrze. To największy seryjnie produkowany laser na świecie, a przemysł półprzewodnikowy pracuje 24 godziny na dobę. To musi działać nie tylko fantastycznie, ale i niezawodnie – mówi Bugyi.

ASML to tylko jeden klient. Z rozwiązań TRUMPF korzysta wszystkich pięciu największych zachodnich producentów sprzętu do wytwarzania chipów. Według Bugyiego na technologii opracowanej przez polskich inżynierów dla japońskiego partnera opiera się dziś produkcja wszystkich zaawansowanych pamięci flash.

Bańka czy trwały trend

Czy boom na AI to bańka? Bugyi odpowiada historią. Półprzewodniki rosną od lat 50.: najpierw komputery typu mainframe, potem pecety, internet, telefony, a teraz sztuczna inteligencja. Wykres przypomina według niego „rosnącą sinusoidę”, z korektami, ale stale w górę.

– W 2000 r. firmy internetowe nie zarabiały pieniędzy, a twierdziły, że i tak będzie dobrze. Firmy, które tworzą AI, zarabiają. Ten wzrost ma zdrowsze podstawy – przekonuje. Rynek, który miał przekroczyć bilion dolarów w 2030 r., osiąga ten pułap kilka lat wcześniej, głównie dzięki gwałtownym podwyżkom cen pamięci.

Pandemia zmieniła logikę dostaw. – Pewne jest nie potwierdzenie zamówienia, tylko towar fizycznie w magazynie – mówi Bugyi. Model produkcji bez zapasów został skorygowany, a zapasy bezpieczeństwa są dziś znacznie większe niż przed 2020 r.

Europa reguluje, zanim zbuduje

Najostrzej prezes mówi o Europie. – Mamy potencjał technologiczny i fantastycznych inżynierów. Elon Musk regularnie ściąga ich z Europy – zauważa. Problemem jest kapitał, który odpływa. – Europejskie fundusze emerytalne, łącznie z niemieckimi, lokują pieniądze nie w Europie, tylko w Stanach – mówi.

Drugi europejski Chips Act ocenia jako lekcję wyciągniętą z pierwszego, choć wprowadzaną zbyt wolno. Gorzej z regulacjami. Bugyi przywołuje słowa szefowej grupy TRUMPF Nicoli Leibinger-Kammüller, że Europa chce regulować AI, zanim w ogóle ją zbudowała. – Przesunęliśmy wahadło za daleko. Ludzie zaczynają działać rozsądnie, kiedy kończą im się pieniądze. W Europie pieniądze się kończą – mówi.

Polsce, jego zdaniem, brakuje przede wszystkim ciągłości. Lata 90. przerwały historię przemysłu, a dziś trzeba ją budować od nowa. – Brakuje jasnej strategii rozwoju, która nie zmienia się razem z rządem – podkreśla. Mimo to pozostaje „niecierpliwym optymistą”. – Nawet Rosjanie stacjonujący w Zielonce, gdzie dziś mamy firmę, nagle wyjechali – przypomina.

Kuba po stracie sojusznika

Druga część programu przeniosła nas na wyspę, na której prądu częściej nie ma, niż jest. Jędrzej Rzepko z Forum Młodych Dyplomatów wskazuje na nakładające się przyczyny: wieloletnie zaniedbania władz, przestarzałą energetykę, słabszą turystykę i amerykańską presję.

Punktem zwrotnym był 3 stycznia 2026 r., kiedy Amerykanie pojmali Nicolása Maduro i przejęli kontrolę nad wenezuelskim sektorem naftowym. – Do tego dnia ponad połowa zapotrzebowania energetycznego Kuby pochodziła z Wenezueli. Teraz te dostawy są zablokowane – mówi Rzepko. Jego zdaniem to najcięższy kryzys od „okresu specjalnego” po upadku ZSRR.

Czytaj więcej

Polska może wesprzeć Kubę na drodze do pokojowej transformacji. Trump czeka

Kryzys widać w codziennym życiu. Z Hawany na prowincję zamiast kilkuset kursów autobusowych dziennie odjeżdża kilkanaście. W stołecznych szkołach brakowało blisko 30 proc. nauczycieli, a leków po prostu nie ma. Według raportu BTI 2026 opakowanie jajek kosztowało ponad połowę miesięcznej pensji specjalisty. Dlaczego Waszyngton tak mocno naciska na wyspę, która gospodarczo niewiele mu oferuje? Rzepko widzi w tym przede wszystkim ideologię i historię, od doktryny Monroe po dzisiejszą doktrynę „Donroe”. Rząd Miguela Díaza-Canela gasi lokalne protesty, a zorganizowana opozycja działa głównie na emigracji. Czy Kubańczycy boją się interwencji? – Każdy normalny człowiek na ich miejscu czułby strach – odpowiada Rzepko. Zauważa też, że w poczuciu zagrożenia ludzie jednoczą się wokół władzy. Presja, która ma osłabić reżim, może go więc wzmocnić. 


Zachęcamy do wysłuchania poprzednich odcinków podcastu „Rzecz o geopolityce”: