Zaskakujące, bo w lutowych wyborach do Zgromadzenia konserwatyści ponieśli porażkę, 90-letni Dżannati jest jednym z niewielu przedstawicieli tego obozu, którym udało się utrzymać miejsce. Zgromadzenie miało być zdominowane przez reformatorów.

Ale we wtorkowym głosowaniu Dżannati dostał 51 z 86 głosów.

Natomiast popierany przez reformatorów - w tym prezydenta Hasana Rouhaniego i lidera obozu reformatorskiego byłego prezydenta (i ajatollaha) Alego Akbara Haszemiego Rafsandżaniego - ajatollah Ebrahim Amini zdobył poparcie 21 członków Zgromadzenia (a trzeci kandydat ajatollah Mahmud Haszemi Szahrudi – 13).

Dowodzi to, że kluczowe decyzje duchownych zasiadających w Zgromadzeniu nie odzwierciedlają deklarowanych poglądów.

Obecny najwyższy przywódca (mocno konserwatywny) ajatollah Ali Chamenei ma poważne problemy zdrowotne. Od następcy będą zależały polityczne zmiany w Iranie.

Obecne otwarcie na Zachód po zniesieniu przezeń sankcji nie oznacza bowiem reform politycznych. Polega na robieniu interesów. W kolejce po wielomiliardowe kontrakty ustawiają się Francuzi, Włosi, Amerykanie, Niemcy i inni.

- Będzie jak w Chinach. Poważne zmiany ekonomiczne, które nie pociągają za sobą zmian politycznych. Iran otworzy się gospodarczo i tyle. Skorzystają tylko elity Republiki Islamskiej. Gwardia Rewolucyjna, ludzie ze służb, ci, którzy są blisko Alego Chamenei i rządu, ale dla większości nic się nie zmieni. Czeka nas wariant chiński - mówił "Rz" kilka miesięcy temu Huszang Asadi irański pisarz żyjący na emigracji w Paryżu. Przez wiele lat był więźniem politycznym, najpierw za szacha "jako komunista i agent sowiecki" (siedział w jednej celi z Alim Chamaneim - ten jako religijny radykał), potem po rewolucji islamskiej "jako agent Zachodu".