Analitycy zajmujący się postępem nowoczesnych technologii snują wizje przyszłości pełnej inteligentnych samochodów. Maja się same poruszać, kontrolować, serwisować, a jedynym problemem dla człowieka ma być ich zdolność do oceniania sytuacji pod kątem bezpieczeństwa. Nikomu chyba jednak nie przyszło do głowy, że pewien model amerykańskiej Tesli może ulec wypadkowi w Chinach że względu na błąd językowy.

Podczas kolizji nikomu nic się nie stało. W Szanghaju właściciel Tesli Model S włączył tryb autopilota, po czym że zdziwieniem stwierdził, że samochód zaparkował się na stojącym obok Volkswagenie. Chińczyk nie uznał za stosowne trzymać podczas tego manewru rąk na kierownicy, ponieważ jego samochód oznajmił mu, że wszystko odbędzie się w ramach "zi dong jia shi", samodzielnej jazdy.

W taki sposób koncern Tesla Motors tłumaczy tryb asystujący kierowcy podczas jazdy. Nie chodzi jednak o zdolność do autonomicznego poruszania się przez samochód. Różnica językowa znalazła swój niecodzienny finał u zdezorientowanego użytkownika i na szczęście dla wszystkich nikt nie ucierpiał. Poza karoserią.

Klient Tesli skarży się na firmę na chińskim Twitterze utrzymując,  że nie po to dopłacił dodatkowe 4100 dolarów za autopilota, żeby jego pojazd nie potrafił samodzielnie jeździć. Technologia wciąż jest dopracowywana, cały czas nie daje pełnej gwarancji bezpieczeństwa i przede wszystkim nie zwalnia kierowców od myślenia za kierownicą. Tym bardziej w realiach azjatyckich, w których sygnalizacja świetlna częściej ma jedynie umowny charakter, a drogowy korek towarzyszy na każdym kroku. Jednak to w Chinach miał miejsce niedawny test autopilotów w samochodach firmy Chongqing Changan, które wg oficjalnych komunikatów z powodzeniem pokonały dystans 1200 mil po tamtejszych autostradach. Rywal Google, wyszukiwarka Baidu chce w ciągu najbliższych 5 lat wypuścić na rynek inteligentne auta, które same przejmą stery.