Rekord padł w Colmey Hatch na północnych przedmieściach Londynu. Tu przed dystrybutorami ustawiła się w poniedziałek kolejka przeszło 100 samochodów. Jednak widok oczekujących godzinami kierowców zanotowano we wszystkich zakątkach kraju. Koncern BP musiał zawiesić działalność na co trzeciej stacji z braku paliwa. Nie lepiej jest u jego konkurentów.

W obawie, że braki będą trwałe, ci, co dopchali się do dystrybutorów, pompują, w co się da i ile się da. W Leeds w ciągu 36 godzin sprzedano tyle paliwa, ile normalnie sprzedaje się przez sześć dni. Aby powstrzymać panikę, część stacji w całym kraju wprowadziła limit zakupu (do ceny 30 funtów).

Kłopoty nie są spowodowane brakiem paliwa w magazynach: te są pełne. Ale benzyny czy oleju napędowego nie ma komu przewieźć do dystrybutorów. W królestwie, w którym normalnie pracuje 600 tys. kierowców, jest teraz co najmniej 100 tys. wakatów. To efekt masowego powrotu do kraju pracowników z państw UE z powodu brexitu i pandemii.

Czytaj więcej

Panika w Wielkiej Brytanii. Puste stacje paliw w największych miastach

W poniedziałek, aby zaradzić temu problemowi, premier Boris Johnson zwołał naradę swojego gabinetu. Jednym z rozważanych pomysłów jest przejęcie dystrybucji paliw przez wojsko. Innym: wydanie specjalnych wiz pracowniczych dla kierowców, którzy mieliby pozostać na Wyspach do Bożego Narodzenia. Ale chętnych nie ma zarówno z powodu trudnych warunków, jakie oferuje Wielka Brytania (w szczególności konieczności pokrycia kosztów zakwaterowania), jak i niepewności związanej z czasowym charakterem pozwoleń.

Kryzys paliwowy rozlewa się jednak po całej gospodarce. Co prawda w aptekach nie brakuje leków, jednak lekarze ostrzegają, że nie są w stanie dojechać do pacjentów. Aby temu zaradzić, burmistrz Londynu Sadiq Khan zaproponował wyznaczenie stacji zarezerwowanych tylko dla służb ratowniczych.

Ale brak paliwa powoduje też powszechne niedobory w sklepach. Tesco, największy potentat handlowy kraju, ostrzegło, że w miarę zbliżania się Bożego Narodzenia coraz więcej półek sklepowych będzie świeciło pustkami. Sieci brakuje przynajmniej 800 kierowców. Paraliż dotyka też przemysłu mięsnego, bo inspektorzy sanitarni nie mogą dojechać do rzeźni, aby sprawdzić egzekwowanie norm. Podobnie jest w wielu innych branżach.

Margines manewru Johnsona jest jednak ograniczona. Rozwiązaniem byłoby radykalne poluzowanie polityki migracyjnej, być może łącznie z przywróceniem przynajmniej częściowej swobody przemieszczenia się osób z Unii.

– Przekonywaliśmy do tego Wielką Brytanię, ale wolała wybrać inaczej – przyznał lider niemieckiej SPD i kandydat na kanclerza Olaf Scholz.

Jednak idea przywrócenia kontroli nad granicami była głównym argumentem na rzecz brexitu. Premierowi trudno teraz otwarcie przyznać, że był to błąd, albo przynajmniej, że rząd nie zmierzył się z konsekwencjami takiego ruchu.