Jednosilnikowy samolot de Havilland Beaver należący do K2 Aviation wiózł pasażerów na lodowiec Kahiltna, skąd mieli się wspinać na Denali (dawniej McKinley) - najwyższy szczyt Ameryki Północnej, o wys. 6190 m n.p.m.
Wcześniej media podawały rozbieżne informacje na temat losu pasażerów i pilota. Niektóre informowały o śmierci 4 osób i jednej zaginionej, inne informowały o poszukiwaniu wraku i braku wiadomości o osobach znajdujących się na pokładzie.
Służby parku narodowego meldowały o czterech ofiarach wypadku i o piątej osobie zaginionej, która prawdopodobnie również nie przeżyła wypadku.
Informacje te potwierdzają się. Jeden z ratowników, opuszczonych ze śmigłowca na linie, dotarł do wraku i odnalazł ciała czterech ofiar. Ciała amerykańskiego pilota jak dotąd nie znaleziono, jest wciąż uważany za zaginionego.
Miejsce, w którym samolot się rozbił, opisywane jest jako bardzo strome i trudno dostępne - ma to być niemal pionowa skała.
Samolot wyposażony był w śpiwory, kuchenkę, naczynia, jedzenie i apteczkę pierwszej pomocy. Rozbił się około 22 km na południowy zachód od Denali w pobliżu grzbietu Thunder Mountain, w który najprawdopodobniej samolot uderzył.
Pilot samolotu zdołał jeszcze przez telefon satelitarny poinformować służby w parku, że polscy turyści odnieśli obrażenia. Wkrótce potem łączność została zerwana.
Wraku samolotu poszukiwały śmigłowce Gwardii Narodowej i samoloty patrolowe parku narodowego. Poszukiwania utrudniały duże zachmurzenie i opady deszczu.