Historie białoruskich więźniów politycznych to nie tylko opowieści o represjach, ale przede wszystkim o ludziach, którzy poświęcili własne życie dla wartości. Rusłan Szoszyn podkreśla, że medialne relacje pokazują zaledwie ułamek ich doświadczeń. – Tych ludzi ich walka bardzo dużo kosztuje – mówi, przypominając dramaty rodzin Andrzeja Poczobuta, Pawła Siewiaryńca i wielu innych przeciwników reżimu.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Łukaszenko nie chce wojny z Ukrainą. Osłonił go Xi Jinping

Dziennikarz przekonuje jednocześnie, że Białoruś nie jest krajem podzielonym wyłącznie na złego dyktatora i dobre społeczeństwo. Łukaszenkę podtrzymuje rozbudowany aparat państwowy, którego członkowie mają interes w utrzymaniu obecnego systemu. – To jest ogromny mechanizm. To jest rzesza cynicznych, bezwzględnych ludzi, bez jakichś większych wartości poza swoimi materialnymi dobrami – ocenia.

Stabilność ekonomiczna fundamentem reżimu

Zdaniem Rusłana Szoszyna fundamentem reżimu pozostaje nie tylko strach, lecz także względna stabilność ekonomiczna w strategicznych zakładach pracy. Dopóki pensje są wypłacane na czas, trudno spodziewać się masowych protestów. – Jeżeli zabraknie Ci środków do utrzymania, czy w tych zakładach pracy nie przyjdzie wypłata na czas, to będą protesty – przewiduje.

Czytaj więcej

ABW zatrzymała agentów obcych służb. Polak i Białorusin szpiegowali w Warszawie

Jednocześnie rozmówca zwraca uwagę na ogromne różnice między dużymi miastami a prowincją. O ile Mińsk czy Grodno pozostają uprzywilejowane, o tyle wiele białoruskich wsi od lat popada w ruinę. Reżim koncentruje się tam, gdzie może stracić najwięcej, pozostawiając mniejsze miejscowości bez perspektyw rozwoju.

Drugim filarem systemu jest konsekwentna walka z białoruską tożsamością narodową. Szoszyn tłumaczy, że język białoruski przez lata był utożsamiany z demokratyczną opozycją, a dziś jego używanie może wzbudzić zainteresowanie służb. – Ten białoruski język stał się teraz językiem oporu – podkreśla.

Opozycja nie nawołuje do zemsty czy przemocy

W końcowej części rozmowy pojawia się pytanie o przyszłość kraju po Aleksandrze Łukaszence. Według Rusłana Szoszyna najbardziej niebezpiecznym scenariuszem byłoby całkowite uzależnienie Mińska od Kremla. – Będzie najgorzej, jeśli Białoruś zostanie wchłonięta do Rosji. Gdyby Ukrainie noga się powinęła, to Białoruś jest następna w kolejce – ostrzega.

Czytaj więcej

Rosyjskie elity wysyłają sygnał Zachodowi. Chcą resetu

Mimo pesymistycznej diagnozy dziennikarz dostrzega również nadzieję. Jego zdaniem o przyszłości kraju mogą przesądzić ludzie, którzy mimo wieloletnich represji nie zrezygnowali z walki o wolność. – Zawsze ta aktywna mniejszość potrafi zmienić sposób myślenia reszty, tak jak było za Solidarności w Polsce – przypomina.

Na zakończenie Rusłan Szoszyn podkreśla, że pokojowa transformacja pozostaje jedyną drogą dla Białorusi. Opozycjoniści, mimo osobistych tragedii i lat spędzonych w więzieniach, nie nawołują do zemsty ani przemocy. – Każdy z tych ludzi, których znam w Europie czy w innej części świata (…), życzy Białorusi pokojowych przemian – mówi Szoszyn. To właśnie ta postawa, jego zdaniem, daje największą nadzieję na przyszłość wolnej i suwerennej Białorusi.