Po nieplanowanym zajściu w ciążę, mimo stosowania antykoncepcji, 41-latka nie była w stanie znaleźć szpitala, w którym mogłaby przeprowadzić aborcję. Udało jej się to dopiero po interwencji Włoskiej Powszechnej Konfederacji Pracy (CGIL) - największej w kraju federacji związków zawodowych. Ostatecznie aborcję przeprowadzono w szpitalu w Padwie, który wcześniej odmówił pacjentce.
Jak podaje thelocal.it we Włoszech 70 proc. lekarzy odmawia przeprowadzania zgodnych z prawem aborcji, powołując się na względy moralne.
Kobieta relacjonuje, że w kolejnych szpitalach słyszała, że brak jest dostępnych terminów, w innych zaś brakowało lekarzy, którzy byliby skłonni wykonać taki zabieg, ponieważ lekarze nie sprzeciwiający się aborcji przebywali na urlopach.
CGIL w wydanym w związku ze sprawą oświadczeniu podkreśla, że przypadek kobiety pokazuje iż w wielu publicznych placówkach prawo dotyczące aborcji nie może być respektowane, ze względu na lekarzy odmawiających wykonywania zabiegu ze względów moralnych. W regionie Wenecja Euganejska, z którego pochodzi 41-latka, wykonywania aborcji odmawia 80 proc. lekarzy. W Padwie, w której mieszka kobieta, odsetek ten jest jeszcze wyższy.
Związkowcy alarmują, że w efekcie wiele kobiet musi udać się do prywatnej kliniki lub wykonywać aborcję w podziemiu aborcyjnym - czemu prawo miało przeciwdziałać.
We Włoszech aborcja jest dozwolona w ciągu 90 dni od momentu zajścia przez kobiety w ciążę. Potem zabieg można wykonać jedynie w sytuacji, gdy płód jest poważnie uszkodzony lub życie matki jest narażone na niebezpieczeństwo.
Kobieta, która dokona nielegalnej aborcji, musi się liczyć z grzywną w wysokości od 5 do 10 tysięcy euro.