Wójt gminy wymierzył 25 tys. zł kary za usunięcie wierzby o obwodzie pnia 190 cm. Nie pogodziła się z tym żona ukaranego i zaskarżyła decyzję do samorządowego kolegium odwoławczego.
W odwołaniu twierdziła, że mąż, stawiając nowy płot, musiał usunąć drzewo. Okazało się bowiem, że znajdowało się w nim gniazdo szerszeni, co zagrażało ludziom przechodzącym pobliską drogą. Dodatkowo drzewo było spróchniałe i zagrażało liniom energetycznym. Skarżąca wskazała też, że trzy miesiące po usunięciu wierzby była burza, która zniszczyła drzewa i dachy domów. Gdyby tego drzewa wcześniej nie wycięto, mogłoby się przewrócić i zrobić komuś krzywdę. Dodała też, że za wierzbę zostało posadzonych dziesięć tui.
Samorządowe Kolegium Odwoławcze utrzymało jednak w mocy zaskarżoną decyzję. Uznało, że posiadacz nieruchomości nie miał zezwolenia na usunięcie drzewa, a z ustawy o ochronie przyrody jasno wynika, że trzeba je uzyskać. Z tego obowiązku nie zwalniał nawet stan drzewa. Mógł jedynie być podstawą do niepobierania opłaty za usunięcie. Drzewa obumarłe, z punktu widzenia prawa, są wciąż drzewami, czemu ustawodawca dał wyraz w art. 86 ust. 1 pkt 9 ustawy o ochronie przyrody – stwierdziło SKO.
Współwłaścicielka działki odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu, a ten uchylił zaskarżaną decyzję. Przypomniał, że wydając decyzję o nałożeniu administracyjnej kary pieniężnej, urząd uwzględnia ustalenia zawarte w protokole.
Tymczasem analiza protokołu oględzin z 10 kwietnia 2009 r. (który obok późniejszego, z 18 maja 2011 r.) był podstawą orzekania w sprawie, wskazuje, że w pozycji „ustalenia merytoryczne" napisano, iż usunięto „drzewo wierzba", a w pozycji „obwód pnia" wpisano „190 cm". Z protokołu nie wynika, by obwód ten był zmierzony w sposób, jaki nakazuje ustawa o ochronie przyrody. Wymóg wpisania sposobu mierzenia pnia wynika z niej jasno, zatem musi być spełniony. Jest to ważne, bo od obwodu pnia zależy m.in. wysokość nakładanej kary.