Rz: Mija 25 lat od chwili, gdy ustawa o samorządzie terytorialnym z 8 marca 1990 r. powołała do życia samorządowe kolegia odwoławcze.
Krystyna Sieniawska: Autorzy ustawy o samorządzie terytorialnym – nieżyjący już prof. Michał Kulesza i Jerzy Regulski, a także sędzia Jerzy Stępień – chcąc zagwarantować zasadę dwuinstancyjności postępowania, wprowadzili do tej ustawy kilka przepisów, które były punktem wyjścia dla powołania kolegiów odwoławczych przy sejmikach samorządowych. Ich zadaniem było i jest orzekanie w sprawach odwołań od indywidualnych decyzji administracyjnych wydawanych przez wójta, burmistrza lub prezydenta miasta.
Z tego, co wiem, zaangażowała się pani w organizowanie kolegiów od samego początku...
Byłam wówczas radną w Krakowie, gdy otrzymałam propozycję pokierowania zespołem, który miał zorganizować od podstaw nieznany wcześniej organ odwoławczy – to był rok 1990. Propozycję przyjęłam i tak zaczęła się moja przygoda z administracją.
Teraz działa 49 kolegiów odwoławczych. To spadek po województwach, których dziś jest 16. Czy nie nadszedł czas, by liczbę kolegiów i ich strukturę dostosować do podziału administracyjnego państwa?