Mija prawie rok od wejścia w życie ustawy refundacyjnej. Z najnowszych danych IMS Health, firmy badającej rynek leków, wynika, że w 2012 r. NFZ wyda na nie o 2 mld zł mniej niż w 2011 r. Jednocześnie pacjenci zostawią w aptekach 400 mln zł mniej.
– Chorzy nie wydają mniej dlatego, że leki staniały. Oni nie wykupują kilkunastu procent farmaceutyków w porównaniu z rokiem poprzednim, bo ich często na to nie stać – mówi Michał Pilkiewicz z IMS.
400 mln zł mniej wydadzą na leki pacjenci w całym 2012 roku
NFZ twierdzi jednak, że nie ma mowy o „oszczędnościach".
– Wszystkie pieniądze przeznaczamy, zgodnie z ustawą, na finansowanie świadczeń zdrowotnych – mówi Andrzej Troszyński, rzecznik NFZ.
Listy co dwa miesiące
Firma IMS ocenia, że ustawa ma swoje zalety i wady. Są np. pewne grupy pacjentów, którzy płacą za leki mniej o 20 proc. Chodzi tu o cierpiących na raka prostaty, depresję, astmę czy nadciśnienie. Michał Pilkiewicz podkreśla też, że korzystne jest to, że minister zdrowia ogłasza nowe listy leków refundowanych co dwa miesiące, bo szybciej reaguje w ten sposób na potrzeby pacjentów.
Na tym jednak zalety ustawy dla chorych się kończą, a eksperci są bezwzględni w ocenie funkcjonujących już jedenaście miesięcy przepisów.
Wyższe ceny
IMS wskazuje, że drastycznie, bo aż o 367 proc. więcej, za farmaceutyki płacą osoby cierpiące na raka, schizofrenię, cukrzycę czy padaczkę. Od stycznia bowiem lekarze przepisują coraz więcej recept bez zniżki.
– My jesteśmy zastraszeni karami, więc jeżeli nie jesteśmy pewni, czy pacjentowi należy refundacja, nie umieszczamy jej na recepcie – mówi Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Zaznacza jednocześnie, że nowe przepisy zmieniły sytuację w szpitalach. Pacjenci np. z chorobami płuc nie wykupują drogich medykamentów, zaprzestają terapii, a w efekcie ich stan się pogarsza i trafiają na oddziały.
Co więcej, lekarze przyznają, że wypisują także więcej recept pełnopłatnych, ponieważ przepisy nie pozwalają już im ordynować leków z refundacją według zasad wiedzy medycznej. Uprawniają zatem swoich pacjentów do zniżki, tylko gdy przepisują lek w schorzeniu, w którym jego stosowanie zalecił także producent w charakterystyce produktu.
Braki w aptekach
Ustawa sprawiła, że pacjenci nie szukają już aptek, w których leki są tańsze. To także negatywny efekt ustawy refundacyjnej. Chorzy sprawdzają natomiast, czy farmaceuci w ogóle dysponują lekami refundowanymi.
– Są hurtownie, które zamiast sprzedawać medykamenty do naszych aptek, wywożą je za granicę, bo np. w Niemczech mogą uzyskać za nie lepszą cenę – zauważa Paweł Sztwiertnia, dyrektor generalny ze Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma.
Eksperci wskazują zatem, że ustawa refundacyjna wymaga nowelizacji. Paulina Kieszkowska-Knapik, adwokat z kancelarii Baker & Mckenzie, zaznacza, że by poprawić dostępność leków trzeba zmienić przepisy i sposób ich układania w grupy na listach refundacyjnych.
– Przepisy wymuszają sztuczną zamianę leków w aptekach, co jest w niektórych sytuacjach sprzeczne z wiedzą medyczną. Ministerstwo Zdrowia łączy bowiem w grupy leki zawierające różne substancje chemiczne, a farmaceuta nie może medykamentów o różnym składzie zamienić – zauważa Kieszkowska-Knapik. Dodaje, że może to zrobić tylko lekarz specjalista, ale do nich są kilkunastomiesięczne lub kilkuletnie kolejki.
Jakub Szulc, były wiceminister zdrowia, podkreśla z kolei, że trzeba w przepisach wskazać, że lekarze mogą przepisywać pacjentom funkcjonujące już od dawna rynku leki według najlepszej wiedzy medycznej.
– Często bowiem farmaceutyk ma szersze zastosowanie, niż przewiduje to producent – podkreśla Szulc.
Nowelizacji ustawy refundacyjnej w najbliższym czasie nie wyklucza Igor Radziewicz-Winnicki, obecny wiceminister zdrowia. Teraz w Ministerstwie Zdrowia trwa zbieranie opinii.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki k.nowosielska@rp.pl