To zdecydowanie wystawa sztuki. Jej tytuł - „Skarby z kraju Chopina" – od samego początku nie podlegał dyskusji. Nazwisko naszego kompozytora jest jedynym, z którym Polska może być tam kojarzona.
Tak słabo nasz kraj jest w Chinach rozpoznawalny?
W ogóle nie jest. Być może Europa jest rozpoznawalna. Kiedy kilka lat temu miałam w Chinach wykłady dla tamtejszych studentów, uprzedzono mnie, że mogą nie wiedzieć, czym była II wojna światowa. Tam wówczas toczyły się zupełnie inne wojny. Chiny są wielkie i dalekie, a jego mieszkańcy mają kompletnie inną wyobraźnię oraz świadomość historyczną uformowaną przez odmienne wydarzenia.
Dlatego też otwieramy naszą wystawę prezentacją animowanej mapy Polski, pokazując ją najpierw w kontekście eurazjatyckim, potem europejskim. Ukazujemy płynność jej granic, przesuwanie się kraju od Bałtyku po Morze Czarne, by uświadomić tamtejszej publiczności, na czym polega specyfika sztuki i kultury polskiej, znajdującej się niby w sercu Europy, ale w gruncie rzeczy zawieszonej między Wschodem, a Zachodem. To było miejsca Europy, w którym ścierały się przez wieki wpływy wschodnie i zachodnie.
Żaden polski artysta nie jest w Chinach znany?
A czy my znamy jakiegoś chińskiego artystę? A przecież Chiny mają pięć tysięcy lat fantastycznej, niezwykle wyrafinowanej sztuki i kultury. Dlaczego Chińczycy mieliby znać artystów z kraju, o którego istnieniu wiedzą mało lub wcale?