Bezrobocie w Polsce jest na rekordowo niskim od przeszło ćwierćwiecza poziomie. W związku z tym rosną wymagania płacowe i coraz trudniej znaleźć jest pracowników. By uzupełnić braki w kadrze roboczej, pracodawcom łatwiej jest zatrudniać imigrantów niż inwestować w podnoszenie wydajności produkcji i automatyzację. Nic więc dziwnego, że liczba zagranicznych pracowników rośnie, a wielu z nich dba o legalizację pobytu. Widać to wyraźnie w statystykach Urzędu ds. Cudzoziemców.
Dynamicznie rośnie zwłaszcza Białorusinów i mowa tu nie o tym, co gołym okiem widać i słychać na ulicach, ale o twardych danych Urzędu ds. Cudzoziemców. Urząd przyjmuje wnioski o legalizację pobytu, czyli mówimy tu o ludziach chcących czasowo lub na stałe związać z się z Polską. Białorusinów wyróżnia to, że ponad połowa wniosków składanych przez obywateli tego kraju to wnioski o pobyt stały w Polsce. Jeszcze w 2016 roku 47,9 proc. Białorusinów wnioskowało o pobyt stały, w 2017 już przeszło 57 procent. I nie ma złudzeń, że nie chodzi o pracę, bo znacząca większość wnioskujących to osoby w wieku produkcyjnym.
Jeżeli brać pod uwagę tylko przyjęte przez Urząd wnioski, to stabilna jest liczba Ukraińców, co może kłócić się z powszechnym odczuciem. Ukraińców różni jednak od Białorusinów przede wszystkim to, że do Polski przyjeżdżają głównie na „saksy” – blisko 90 procent Ukraińców wnioskuje w Polsce o pobyt czasowy, nie stały. Czyli przyjeżdżają tu na czas konkretnej pracy, z czego chętnie korzystają polscy przedsiębiorcy.
W Polsce chcą jednak pracować nie tylko nasi sąsiedzi zza miedzy. W 2017 roku znacząco wzrosła liczba Hindusów ubiegających się o pobyt czasowy w naszym kraju.