Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita” - Najwyższa Izba Kontroli skarżyła się, że Kancelaria Prezesa Rady Ministrów miała utrudniać jej kontrolę. Urzędnicy kancelarii zwlekali z przekazaniem dokumentów i zrobili to dopiero do interwencji władz izby.
Osoba z kierownictwa NIK powiedziała:
Trwało to blisko dwa miesiące.
Jednak oficjalnie NIK nie chce komentować sprawy. Paweł Biedziak, rzecznik NIK stwierdził jedynie:
O wynikach kontroli będziemy mogli mówić dopiero po jej zakończeniu we wszystkich zaplanowanych instytucjach, najprawdopodobniej późną jesienią 2011 roku.
Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera, mówi:
Pracownicy KPRM nie utrudniali pracy NIK, kontrola była niezwykle uciążliwa.
Arabski poskarżył się Sejmowej Komisji ds. Kontroli Państwowej, która jutro ma się zająć sprawą. Przewodniczący komisji Arkadiusz Czartoryski z PiS powiedział:
Wygląda to na jakiś paniczny atak na NIK podyktowany strachem przed wyjściem na jaw nieprawidłowości w Kancelarii Premiera dotyczących przygotowania wizyty polskiej delegacji w Katyniu 10 kwietnia 2010 r.
Co ciekawe, w dzisiejszej „Polsce The Times” znajduje się artykuł o dystansowaniu się prezydenta Bronisława Komorowskiego od swojej macierzystej partii.
Anonimowy polityk PO mówi:
Parę miesięcy temu jeszcze to nas niepokoiło. Teraz przyzwyczajamy się do tej myśli. Bronek ma już inne priorytety.
Jeden z prezydenckich doradców zdradził „Polsce”:
Prezydent, choć przyznajmy: lubi takie rzeczy, będzie prawdopodobnie w ciągu przedwyborczego miesiąca wręcz unikał rozmaitych spotkań ze zwykłymi ludźmi, przecinania wstęg itp. Prowadzenie kampanii parlamentarnej jest sprawą partii, posłów i kandydatów.
Kolejną sprawą, która niepokoi PO są dymisje w rządzie po publikacji raportu Millera. Jeśli okaże się, że skutkiem będzie odwołanie ministra obrony Bogdana Klicha, kandydatów na jego miejsce jest dwóch: Czesław Mroczek - kandydat Platformy i Jadwiga Zakrzewska - kandydatka prezydenta.
Ten sam anonimowy rozmówca z PO stwierdził:
Komorowski zapewne będzie się starał wpłynąć na Tuska, by zwyciężyła jego kandydatka. Konstytucja pozostawia w tej sprawie wybór premierowi. Ale i Komorowski może mieć tu pewne - choćby tylko prestiżowe - instrumenty nacisku.