Rafał Ziemkiewicz ("Rzeczpospolita), Andrzej Stankiewicz („Newsweek”) i Stanisław Janecki rozmawiają o zmianach w lotnictwie wojskowym.
Rafał Ziemkiewicz:
No i zaczęły się trzęsieniem ziemi, tylko nie wiem - prawdziwym czy pozorowanym. Myślę tu o rządach Tomasza Siemoniaka w Ministerstwie Obrony Narodowej.
Stanisław Janecki:
Gdyby to były rządy Tomasza Siemoniaka, to byłoby to pół biedy, ale jak facet przychodzi do resortu i po dwóch dobach wywala trzynastu oficerów w tym trzech generałów, to znaczy, że przyszedł z listą do wywalenia. Myślę, że żaden poważny polityk Platformy nie chciał być „cynglem”, a Tomasz Siemoniak, jako swego rodzaju „panna nikt”, podjął się tego dzielnego zadania i po prostu je wykonał. Ponieważ każdy szanujący się polityk w Polsce wie, że jak ktoś zadrze z wojskiem to ma w plecy ich głosy. Tomaszowi Siemoniakowi jest to obojętne, bo zapewne gdzieś tam kiedyś znajdzie się na jakiejś liście i dostanie nagrodę pocieszenia. Dumnie wykonał zadanie zlecone mu przez Donalda Tuska, który chciał być po prostu obiektywny. Żeby nie był posądzany o to, co zrobił po aferze hazardowej, że wywalił wszystkich niewiadomo dlaczego, łącznie z Grzegorzem Schetyną. Teraz może powiedzieć: „Jest raport, wywalam wszystkich po raporcie”.
Andrzej Stankiewicz:
Ewidentnie były to decyzje premiera, które firmuje Tomasz Siemoniak. Ja uważam, że takie decyzje są potrzebne, dlatego że samo odejście Bogdana Klicha, a nie jest tajemnicą, że został on zmuszony do odejścia, to było zbyt mało. W tej sytuacji Klich wyglądał na „kozła ofiarnego”. Pytanie, czy te zmiany w armii są w jakiś sposób logiczne. Jak patrzę na listę oficerów i generałów wywalonych, to tam jest kilka rzeczy niezrozumiałych. Jeżeli szef wyszkolenia zostaje wyrzucany - ten, który przyszedł po Smoleńsku, to nie za bardzo jest to logiczne, bo raport dotyczy sytuacji do Smoleńska.
Więcej w tv.rp.pl - w niedzielę o godz. 10. Serdecznie zapraszamy!