Cymański nie może uwierzyć, że jego słowa odebrano jako atak na partię:
To, co się dzieje, to szaleństwo. Zadałem sobie trud, przeanalizowałem dokładnie moje słowa i jestem zdumiony, że ktoś sugeruje, iż atakuję partię czy prezesa, albo szkodzę tej partii. Rozumiem pewną nadwrażliwość i szok po przegranych wyborach, ale nie dajmy się zwariować. Dwanaście lat byłem posłem, zdarzało mi się chlapnąć różne rzeczy, ale tak niezrozumiałej i ostrej krytyki nigdy nie było.
Jarosława Kaczyńskiego określa jako dyktatora:
Kaczyński paradoksalnie jest spoiwem partii. On będzie miał swój PiS do końca życia. Pytanie brzmi jednak: jaki to będzie PiS? Bardzo szanuję Kaczyńskiego, to nieprzeciętny i wybitny polityk, ale ta autokracja i dyktatura… Co to za pocieszenie, że w PO jest tak samo?
Według Cymańskiego Kaczyński powinien podzielić się władzą:
Kaczyński powinien się otworzyć. Dzieląc się władzą, nie straciłby jej, a tylko pomnożyłby to, co już ma. Byłby przywódcą bardziej nowoczesnym. (...) Albo popierasz PiS, albo milczysz. Ten brak krytycyzmu, to zapatrzenie i ten zachwyt nad dwoma latami naszych rządów, to przesada.
Na temat słów Adama Hofmana: „Kto szkodzi partii, znajdzie się poza nią”, Cymański mówi:
To świadczy o tym, że poziom wazeliniarstwa doszedł do stanów ekstremalnych i już się przelewa. Wszystko ma swoje granice. Nie chcę awantury, ale chyba nie da się tego uniknąć. Ta sytuacja prowokuje, żeby człowiek sam dał sobie spokój.
Europoseł stwierdza:
Wolałbym być wyrzuconym niż sam odejść, bo różnica między męczennikiem a zdrajcą jest duża. (...) Prezes jest cwany, on się w takie rzeczy nie bawi, ma od tego swoich pachołków.
Cymański mówi, że rozumie Adama Hofmana i Mariusza Błaszczaka:
Ja ich trochę rozumiem… Ale oni mnie zawsze szanowali i uważałem, że przynajmniej Błaszczak ważył słowa. Nie chcę tego szerzej komentować. Ja swoje miejsce w szeregu znam. Nie podnoszę głowy za wysoko.
Czyżby?