Ja tego zrozumieć nie mogę. Przecież chodzi o regulację prawną, której skutki będziemy odczuwać przez kilkadziesiąt najbliższych lat. Wszystko, co się dzieje w systemie emerytalnym, zmienia się bardzo powoli i nie widzę żadnych racjonalnych argumentów, które przemawiałyby za takim pośpiechem.
Bugaj stwierdza:
Stąd moim zdaniem premier nie ma mandatu społecznego do reformy. Zwłaszcza że minister finansów, pan Rostowski, twierdził nawet, że nie ma potrzeby reformowania systemu emerytalnego. (...)
Mnie cała ta sytuacja przypomina stary dowcip z PRL, gdzie poborowi wchodząc do jednostki, widzą wielki transparent na bramie z napisem: "Witamy was!". Przechodzą przez nią, odwracają się, a tam z drugiej strony jest już napisane: "Już was mamy!". To samo zrobił rząd ze swoimi wyborcami i obywatelami.
Ekonomista mówi o działaniu opozycji i związków zawodowych:
Na przykład wciąż nie mogę wyjść ze zdumienia, że opozycja nie ma żadnej alternatywy wobec propozycji rządowych w tym względzie. A w takiej sytuacji jest ona zobligowana, by coś położyć na stole. Tymczasem jej zadanie przejęły związki zawodowe, które nie zatrzaskując drzwi na dialog z rządem, wskazują, co im się nie podoba. (...)
Problem polega na tym, że to rząd nie chce wejść w dialog. Prezentuje raczej postawę, którą najlepiej charakteryzuje przysłowiowy już "pętak" Donalda Tuska.
Bugaj komentuje zachowanie rządu:
Z pewnością jednak bardzo optymistycznie i w oderwaniu od rzeczywistości na to patrzy. To największy problem przy tej reformie - poruszanie się w sferze retoryki przy absolutnym braku merytorycznej dyskusji. Nie pokazano nam wciąż realnych obliczeń, co ta reforma nam przyniesie i na jakich rachunkach jest ona oparta. A to sprawa kluczowa.