Czytamy np., że premier na boisku:
Idzie do przodu i instaluje się pod bramką przeciwnika. Zostanie tam już do końca spotkania.
Koledzy premiera z drużyny są dużo bardziej łaskawi dla swojego szefa:
Ustawienie premiera na połowie rywala to przemyślana taktyka, bo strzela dużo bramek.
Jakub Rutnicki, który w drużynie Tuska zajmuje pozycję bramkarza, nie szczędzi szefowi słów pochwały:
To taki Filip Inzaghi, klasyczny egzekutor. Za bardzo go nie widać... lecz przychodzi 89. minuta i strzela decydującą bramkę.
W tym samym tonie o swoim szefie mówi Cezary Kucharski, były reprezentant Polski:
Premier to typowa dziewiątka, czyli wysunięty napastnik. Czeka na nasze podania, ale umie też strzelić gola po solowej akcji. Czasami nawet minie trzech-czterech rywali, jak Diego Maradona.
Inaczej grę premiera w meczu polityków Platformy z urzędnikami wspominał reporter "Newsweeka":
Zmarnował dwie sytuacje sam na sam, psuje kolejne akcje, piłka plącze mu się między nogami i odskakuje. Gdyby był zawodowcem, sędziowie co chwila musieliby odgwizdywać spalonego. Po prostu stał i czekał.
A co o grze premiera mówią ci, którzy mieli przyjemność kopać z nim na jednym boisku, ale nie czują się zobligowani do komplementowania go? Jak sugeruje „Newsweek”, ich słowa można streścić w jednym zdaniu – „każdy mecz musi zakończyć się dwoma strzelonymi przez Tuska bramkami, bo inaczej będą wrzaski”. Marek Matuszewski z PiS wyraża się w podobnym tonie:
Cezary Kucharski i Roman Kosecki robią wszystko, żeby pan premier mógł pokazać światu, jak wielkim jest piłkarzem... Wystawiają mu patelnie.
Czyżbyśmy uzyskali kompletny portret premiera? Spróbujmy podsumować. Donald Tusk, wysunięty egzekutor polityki miłości, o przemyślanej taktyce stania i czekania. „Boski Diego” polskiej sceny politycznej, czekający na podania – wiecznie na spalonym. Niewidoczny do ostatniej minuty Inzaghi, który wrzeszczy, gdy nie trafi do bramki.
Zgadza się? Jak Państwo sądzicie?