W serwisie rp.pl czytamy:

Likwidację Instytutu Pamięci Narodowej i zniesienie obowiązku składania oświadczeń lustracyjnych przewiduje projekt autorstwa SLD, który trafił do laski marszałkowskiej. Kompetencje IPN miałyby przejąć: Archiwum Państwowe, prokuratura i minister kultury.

Leszek Miller mówi:

IPN w obecnej postaci jest placówką, która wyspecjalizowała się w pewnego rodzaju badaniach i śledztwach, jak bezustanne polowanie na Lecha Wałęsę, czy innych polityków, którzy później wygrywają kolejne procesy w sądach, albo na działalności polegającej na ekshumacji grobów, np. gen. Sikorskiego. Szkoda pieniędzy na tego typu działalność.

Pomimo zimnej wojny między partiami, dla tego projektu Sojuszu poparcie już zadeklarował w imieniu Ruchu Palikota  Andrzej Rozenek:

IPN jest instytucją, która źle funkcjonuje, przeżera nasze pieniądze i nie ma z tego żadnych efektów.

Zdecydowanie pomysłowi temu sprzeciwiają się Prawo i Sprawiedliwość oraz Solidarna Polska. Ryszard Terlecki z PiS zauważa:

To jest pomysł, żeby zabezpieczyć akta konfidentów bezpieki. IPN powstał jako placówka służąca oczyszczeniu życia publicznego z ludzi, którzy nie powinni brać w nim udziału, więc jakieś minimum w tym zakresie zapewnia, oczywiście na tyle, na ile pozwala mu na to ustawa.

Z kolei sekretarz klubu PO mówi:

Moim zdaniem nie należy likwidować IPN, a zmienić konstrukcję i cele IPN.

A Eugeniusz Kłopotek z PSL enigmatycznie tłumaczy:

Nie mówmy o likwidacji IPN, natomiast akcenty w jego działalności rzeczywiście powinny zostać inaczej rozłożone, tak by główny nacisk skoncentrować na rzetelnym badaniu naszej przeszłości i ukazywaniu jej.

Obawiamy się, po zmianach owa "rzetelność" będzie miało tyle wspólnego z sensem tego pojęcia, co "sprawiedliwość" z "socjalistyczną sprawiedliwością".