Zapytany o odwołania do historii na okładkach tygodników i tabloidów, Tomasz Nałęcz odpowiedział:

Jako historyk jestem zadowolony, że przeciętny Polak dowie się o bitwie pod Kłuszynem. To jest efekt tabloidyzacji przekazu, na całym świecie tabloidy, jak są ważne mecze, odwołują się do historii.

Prowadząca Poranek w TOK FM zwróciła uwagę, że Nałęcz zaliczył "Newsweek" do tabloidów. Doradca prezydenta odparł:

To nie ja tak zaliczyłem, to "Newsweek" tak wybrał. Taka okładka zaskoczyła w przypadku tego tygodnika.

Na temat przemarszu rosyjskich kibiców:

To jest jak z zaproszeniem do domu gości. Polacy są gospodarzami. Gospodarz ma zawsze pewne oczekiwania pod adresem gości. Oczekujemy sympatycznych, miłych zachowań, podobnie jak wtedy, gdy zapraszamy do domu. Ale jeśli goście są ekstrawaganccy, i zachowują się w ekstraordynaryjny sposób, to gospodarz nie targa ich za uszy, tylko robi dobrą minę. Mnie takie symbole by nie przeszkadzały, bo noszą je ludzie, którzy o komunizmie już nie mają pojęcia.

Nałęcz mówił o spotkaniu prezydenta Komorowskiego z Wiktorem Janukowyczem:

Spotkanie z Janukowyczem było prywatne, ale nawet w oficjalnym komunikacie napisano, że "poruszono sprawę". Prezydenci rozmawiają o kwestii Tymoszenko podczas każdego spotkania, niestety od kilkunastu miesięcy. Efekt - chyba niestety taki jak zawsze. Ale miejmy nadzieję, że dojdzie do szczęśliwego finału. Fakt uwięzienia Julii Tymoszenko nie jest korzystny dla Ukrainy.